Z samego rana zjawiłem się w domu Hercherów. Z racji posiadania klucza od ich domu (kiedyś tam dostałem go od Philippa, który przy procedurze przekazywania powiedział, że to „na przyszłość ”, co chyba to nadeszło teraz) żadne z nich nie wiedziało o mojej obecności. Nie wiem, jakie magiczne siły we mnie wstąpiły i sprawiły, że rześki wstałem z łózka kilka minut po siódmej, ekspresem się ogarnąłem i zdążyłem wpaść do sklepu po świeże pieczywo. Zero śniadania, zero kawy, wypełniała mnie dziwna motywacja, która skutecznie zastępowała mi jedzenie i picie (na razie).
Od kiedy wróciła moja „stara”, szalejąca za mną Chloe miałem dodatkowy doping, aby starać się na każdy możliwy sposób zrekompensować jej swoją głupotę. Nigdy czegoś takiego nie robiłem, więc imałem się dosłownie każdej okazji, dlatego niemalże dokonałem „włamania” i obecnie stałem przy kuchni i udawałem, że gotuję.
Moritz ostatnio przedstawił mi arcyciekawy plan, który postanowiłem wdrożyć w życie. Nie mówił mi o śniadaniu do łóżka, ani tym bardziej o eskapadzie – przedstawił mi plan randki idealnej. Tak przynajmniej mnie zapewniał, tłumacząc mi, co powinienem zrobić w danym momencie. Ja się nie znam, nigdy nie randkowałem. Ale dla niej – jeśli koncepcja przyjaciela okaże się strzałem w dziesiątkę – porzucę swoje dotychczasowe postulaty i będę zabierał ją na takie wyjścia jak najczęściej się da.
- Naprawdę nie masz swojego mieszkania? - usłyszałem donośny jęk przyjaciela na „dzień dobry”. Przez chwilę go ignorowałem, kończąc przygotowania śniadania dla ukochanej. Wyłączyłem płytę indukcyjną i nastawiłem toster, po czym odwróciłem się do niego przodem.
Wbrew pozorom Phila cieszyła obecna sytuacja – Mo faktycznie miał rację, że zadowoli się tym, że to ja, a nie żaden „typ spod ciemnej gwiazdy”, jak to mawiał Leites, usidlił jego siostrzyczkę. Powinienem częściej słuchać się Moritza, o wiele lepiej bym na tym wyszedł.
- A w nim nie jestem? - odparłem na zaczepkę, udając zaskoczenie. Przebywałem tu tyle czasu, że niewiele brakowało, a pozaznaczałbym swój teren ciuchami, jak u siebie. Chociaż Chloe ostatnio znalazła moją koszulkę i skarpetki w swojej szafie. Nawet nie wiem, jakim cudem te drugie się tam znalazły, koszulkę pewnie zabrała mi przy jakiejś tam okazji.
Philipp puścił moje pytanie mimo uszu.
- Philipp, co już krzyczysz z samego rana? - rzuciła zaspana Chloe, która leniwie rozejrzała się po pomieszczeniu, przecierając zaspane oczka. - Ojejku, Ivi, nie wróciłeś do siebie na noc?
To pytanie wywołało w Philippie powrót jego zaborczej natury. Gdy szedł spać, oboje byliśmy jeszcze na dole, później przeszliśmy na piętro, aby z dala od jego oka, i ucha, oddać się przyjemnościom. Jednak gdy tylko Chloe zasnęła, wróciłem do siebie, aby uniknąć ewentualnej nocnej niespodzianki w postaci „pomylenia drzwi od pokoju” po powrocie z wizyty w toalecie, choć łazienkę ma u siebie.
Philipp nigdy mi tego nie powiedział, jednak byłem świadomy, że ma swoje niemówione granice, za których przekroczenie raptownie zakończyłbym swój żywot. Myślę jednak, że nie miał się czego martwić, nie zamierzałem ich zbyt szybko przekroczyć – obecne położenie było czymś o wiele lepszym od szybkiego numerka i innych seksualnych uniesień.
- Wracaj do łóżka, zaraz przyjdę - zabrzmiało to o wiele bardziej dwuznacznie, niż powinno. Nie zwracałem uwagi na coraz bardziej zdenerwowanego Philippa, a Chloe bez większych protestów opuściła kuchnię, pozostawiając mnie samego ze swoim bratem. Chyba popełniłem błąd, każąc jej wrócić do siebie.
Dzielnie obserwowałem brata swojej dziewczyny, który pełen złości domagał się wyjaśnień. Nie miałem na dobrą sprawę z czego się tłumaczyć – w żadnym aspekcie nie przekroczyłem wcześniej wspomnianej linii bezpieczeństwa, Chloe nadal była przeze mnie nietknięta, czego już nie musiał wiedzieć. Nie chciałbym, aby moja siostra ładowała mi się w sprawy łóżkowe (co z tego, że one obecnie niemalże nie istnieją?).
Odwróciłem się do niego z powrotem plecami, czułem, jak wwierca swój zdenerwowany wzrok we mnie. Prychnąłem pod nosem, przekładając schłodzoną jajecznicę na talerz, do której dosypałem pokrojone wcześniej pomidorki i położyłem tosty, które już dawno przygotowały się w tosterze. Gotowy posiłek położyłem na tackę, na której już znajdowały się potrzebne sztućce i szklanka z sokiem jabłkowym, który uwielbiała Chloe.
- Spałem u siebie, przestań dramatyzować - burknąłem, gdy przechodziłem obok kumpla, pozostawiając go samego. Momentami naprawdę miałem go dosyć, a ta chwila nastała chociażby teraz. Zachowywał się, jakby Chloe była nietykalną, a gdyby mógł, wpakowałby ją do szklanej skrzynki, aby mógł trzymać ją z dala od wszystkich. Nawet ode mnie. Nie wpadł na to, że namiętność i czułości to coś normalnego?
Dobra, dość. Mam teraz gdzieś to, co mówi, co myśli. Za długo przejmowałem się tym, co doprowadziło do wiadomych wydarzeń.
- Moja wyżerka! - pisnęła Chloe, na co spotkała się z moją miną pełną (udawanego) rozczarowania. W tej kwestii również dobrze się dobraliśmy – oboje lubimy dobrze (i porządnie) zjeść, czego po niej nie widać. Jej ciało jest idealnie zbudowane, wygląda o wiele bardziej apetycznie, niźli najpiękniejsze modelki. Prócz tego oboje też umiemy zrobić to dobre jedzenie samodzielnie, co dawało kolejne profity.
Oparłem się o zamknięte drzwi i czekałem, aż się poprawi. Zamiast tego nieprzerwanie widziałem banana na jej twarzy i zapraszające gesty, na które pozostawałem bierny, co wywoływało w niej pozorną irytację.
- No dobrze. Moje kochanie! - powiedziała jakby od niechcenia, nadal zapraszając mnie do siebie. Tym razem jej odpuściłem, sprawnie przechodząc przez cały pokój. Przysiadłem obok niej, cmokając ją w szyję. Uczepiła jedną z dłoni w moich włosach, odwracając głowę. Chwilę potem już miażdżyła moje usta w powitalnym buziaku.
- Uznajmy, że Ci wybaczam - mruknąłem, gdy odsunęła się ode mnie. Nadąsała się, aby po chwili znów mnie całować. Schwyciła moje policzki w swoje dłonie, jednocześnie torując językiem drogę do mojego gardła. Zacisnąłem dłonie na tacce z jedzeniem dla Chloe, aby o nim nie zapomnieć i teraz się na nią nie rzucić. Ogólnie nie chciałem się z nią kochać, nie czułem takiej potrzeby, jednak takie impulsy sprawiały, że moje zdanie momentalnie się zmieniało
- Teraz już w stu procentach mi wybaczysz? - wymruczała, jeszcze przez chwilę dotykając moich ust swoimi.
- Wybaczę, gdy dasz mi się uprowadzić na dzisiejszy wieczór. Co Ty na to? - udała, że się zastanawia, przygryzając wargę. Sam z chęcią bym to uczynił, choć, nie powiem, wyglądała jeszcze seksowniej niż zawsze.
- Nie będę myślała na pusty żołądek! - gwałtownie wróciła na ziemię, przechwytując plastikową paterę. Wywróciłem oczami, osuwając się na materac. Chloe skomentowała to donośnym śmiechem, który szybko przerwała, przechodząc do pałaszowania.
Tyle czasu spędziłem (i spędzam) na przyglądaniu się jej, jednak twierdzę, że nigdy nie nasycę swojego wzroku jej widokiem. Promieniuje taką energią, taką radością... To takie piękne. Ona jest piękna. Każdy milimetr jej ciała jest piękny. Każdy milimetr jej ciała jest mój... tylko i wyłącznie mój.
- Już się napatrzyłeś? - spytała, kładąc się obok mnie. Zatracałem się w niej tak bardzo, że chwilami traciłem kontakt z rzeczywistością.
- Już się namyśliłaś? - odpowiedziałem jej pytaniem, na co pokręciła głową, chichocząc. Położyła dłoń na moim policzku, delikatnie przejeżdżając po nim palcami.
- Co planujesz?






