wtorek, 2 kwietnia 2019

Die Wahrheit - 43.

Część mnie z niecierpliwością oczekiwała dnia, gdy wyjedziemy do Turcji na obóz. Druga część z kolei nie chciała tego wyjazdu – przez niego stracę tydzień, który mógłbym spożytkować na walkę o nią. Ostatnie dni były ciężkie, po tamtej sytuacji z sypialni Philippa myślałem, że może być już tylko lepiej. Jednak tak nie było, a w czasie tych dni w Belek miało być jeszcze gorzej.
Wieczorem pierwszego dnia pobytu na obozie dostałem wiadomość od Bartscha. Czułem, że coś się stanie, ale za nic w świecie nie przewidziałem, że Chloe zdecyduje się na przyjazd do Dortmundu, myślałem, że wątek z nim już dawno mamy za sobą. Od razu napisałem do Moritza, żeby natychmiastowo powiadomił mnie, gdy tylko cokolwiek się będzie działo, chociaż byłem święcie przekonany, że ten śmieć nie wyszedł z wprawy informatorskiej i będzie najlepszym źródłem informacji o niej.
Skręcało mnie na samą myśl, że tam jest. Roznosiło mnie tak bardzo, że niemal do ciszy nocnej siedziałem na siłowni. Nie ćwiczyłem, ni nic, bowiem zajęty byłem wydzwanianiem do niej.
- Chloe... - byłem nieziemsko zaskoczony, gdy odebrała po którejś z kolei próbie kontaktu. Nie myślałem, że odbierze.
- Tak, Kochanie? - euforia w jej głosie szybko ściągnęła mnie na ziemię. Nie była sobą, nie brzmiała, jak ona. Nie musiałem być obok, żeby domyślić się, że była pijana – zapewne na trzeźwo odrzuciłaby połączenie, albo kompletnie je zignorowała. Brakowało mi tylko tego, żeby zaczęła się bawić w starego mnie.
Zacząłem się jąkać, przemawiało przeze mnie zaskoczenie. Ale skoro nie była trzeźwa...
- Ja... Ja nie sądziłem, że odbierzesz...
~ Nie miałam tego w planach, tak wyszło - wybuchła donośnym, sztucznym śmiechem.
- Jesteś pijana... Odłóż to, proszę... - wyszeptałem, podnosząc się z siedziska. Krążyłem nerwowo po sali, trzęsąc się, jak galareta.
~ Nie mam najmniejszego zamiaru... Nie jesteśmy razem, żebyś mówił mi, co mogę, a czego nie.
Pik, pik, pik.
Dźwięk zakończonego połączenia długo rozbrzmiewał mi w uszach. Na domiar złego Bartsch w nocy podsycił zaognioną sytuację, wysyłając mi jednoznaczne zdjęcie mówiące, że i ona posunęła się do zdrady. Nie wierzyłem w to, bo wiedziałem, jaka byłą oraz byłem świadomy, że specjalnie doprowadził do takiego stanu. Było mi tylko przykro, że znów dała się mu omamić...
Chciałem powiedzieć o tym Philippowi. Ta sprawa ciągnie się o wiele za długo. Jednak to nie była odpowiednia pora, nie teraz. Wrócimy do Norymbergi i mu powiem. Musiałem przygotować się psychicznie przez ten tydzień na tak radykalny krok.
Zasypiałem, słysząc to przesłodkie „kochanie”, kierowane w moją stronę. Ludzie pijani mówią prawdę, bo się nie powstrzymują... prawda? Wiedziałem, że nadal mnie kocha. Kocha mnie pomimo tego, że wbiła mi kolejny sztylet, sprowadzając mnie na ziemię bolesnym „nie jesteśmy razem”. Kocha i to się nie zmieni, a ja po prostu muszę to wytrzymać. Chce mi teraz pokazać, że nie tylko ja mogę broić i nie być za to karany.
Przez cały pobyt w Turcji nie otrzymałem od Mo żadnej wiadomości na temat Chloe, co tylko mnie dobijało w kwestii przyznania się Philowi, że kocham i to wszystko, co się z nią dzieje jest moją winą. Czułem się paskudnie, a siedzący obok mnie Hercher mi w tym nie pomagał. Na szczęście miałem wpaść do niego dopiero wieczorem. Bałem się towarzyszyć mu w chwili powrotu do domu.
W swoim mieszkaniu zastałem głuchą, nieziemsko ciążącą ciszę. W dodatku życia nie umilił mi Philipp, który zadzwonił do mnie chwilę później, prosząc o to, żebym przyjechał jednak teraz. Wiedziałem, dlaczego mnie potrzebował. Zjawiłem się jak najszybciej.
Ze łzami w oczach podał mi złożoną w pół beżową kartkę. Oparłem się o ścianę w salonie, niepewnie ją otwierając.
Philipp,
przepraszam, że zawsze byłam złą siostrą. przepraszam, że dopiero teraz o tym mówię piszę, do tego „dojrzałam”. przepraszam, że dowiadujesz się o tym przez krótką wiadomość napisaną pod wpływem emocji. ciężko było mi przezwyciężyć zdolność mówienia o uczuciach na głos
po prostu starałam się przeżyć życie po swojemu, czego momentami potwornie żałuję. wiem, że jesteś mną zawiedziony, uwierz – ja też się sobą rozczarowałam. pewnie myślisz sobie, że rodzice też tak mają, moje postępowanie jest niezgodne z tym, co nam wpoili, WIEM. możesz tak powtarzać do usranej śmierci – jestem tego tak świadoma, że będę miała w dupie Twoje umoralniania.
zrozum, że po prostu się zakochałam, a ta miłość okazała się dla mnie czymś o wiele zbyt silną, czymś przytłaczającym. nigdy tak nie miałam, pierwszy raz poczułam, że żyję, że mogłabym przenosić góry... pierwszy raz byłam szczęśliwa, jednak natrafiłam z tą Osobą na kłodę
nie szukaj mnie, gdy tylko pokonamy tę przeszkodę, wrócę do domu
Chloe
PS. oszczędź ofiarę mojej miłości, za dobrze ją znasz.
Zacisnąłem wargi. Byłem rozdarty – część mnie z narastającej euforii chciała skakać. Napisała tyle ciepłych słów o tym, co nas łączy. Tak, „łączy”, a nie „łączyło”. Pierwsza powiedziała o tym Philippowi. Jest o wiele silniejsza ode mnie. Z drugiej strony byłem równocześnie coraz bardziej załamany, bo nie wiedziałem kiedy uda się to jej przezwyciężyć. Załamywała mnie myśl, że nasza relacja okazała się dla nas obojga zbyt silna, zbyt wielka. I że żadne z nas sobie z nią nie radzi.
Uparcie starałem się wierzyć, że jednak damy sobie z tym radę.
Musiałem zejść na ziemię, musiałem stanąć twarzą w twarz ze stojącym obok mnie Hercherem i powiedzieć mu całą prawdę. Nie wiedziałem jednak, jak miałem się za to zabrać.
- I co byś zrobił na moim miejscu, Ivan? Jak ja mam, kurwa, na to zareagować? - Philipp chodził po pokoju, krzyżując dłonie na karku. Nadal opierałem się o ścianę.
- Dostosować się do jej listu - skwitowałem Postscriptum, w którym prosiła, żeby mnie nie zabił, gdy tylko się dowie. - I na Twoim miejscu bym usiadł, prawda może zwalić Cię z nóg.
Był zdezorientowany, jednak posłusznie zajął miejsce na kanapie. Odetchnąłem ciężej, znów nerwowo się kręcąc po pomieszczeniu. Zawsze tak reagowałem, gdy się denerwowałem.
- Wiem, dlaczego Chloe tu nie ma. Wiem też, dlaczego zniknęła.
- Wyjaśniła to w liście - rzucił cierpko, donośnie prychając. Skwitowałem to nerwowym śmiechem.
- Wiedziałem o tym jeszcze wcześniej - odburknąłem, na powrót wracając do nerwówki. - Bo to wszystko przeze mnie. Bo mnie kocha, a ja . Bo to ja skrzywdziłem, bo ta miłość jest dla nas zbyt przytłaczająca. Bo za długo trzymałem to w sekrecie nie tylko przed nią. Bo nie chciałem, żebyś robił jej przez to jakiekolwiek problemy. Bo, kurwa, jestem kretynem.
Długo milczał, gdy tylko udało mi się to wyrzucić. Z każdą chwilą ta cisza stawała się coraz trudniejsza do zniesienia. Chociaż czy mogło być aż tak źle, jak było w chwili, gdy wchodził do domu po tygodniu nieobecności, nieświadomy tego, że jej nie ma?
- Co Ty mi właśnie powiedziałeś?
- Prawdę - odparłem. - Powiedziałem to, o czym powinieneś wiedzieć już od dawna.
- Wróć, od początku. Co mi powiedziałeś? Że ona Cię kocha? Że Ty kochasz? Od kiedy? Jak? Byliście razem?
- Byliśmy - dobrze ujęte, dodałem w myślach. - Kocham , ona mnie też, choć wiem, że teraz jest jej z tym uczuciem ciężko.
- Zanim stąd wyjdziesz, odpowiedz mi na jeszcze jedno pytanie: Co odpierdoliłeś, że przez ostatnie trzy tygodnie moja siostra zachowywała się, jak się zachowywała? Bo naprawdę chcę Cię oszczędzić, chociaż powinieneś dostać po mordzie tak, że matka by Cię nie poznała.
- Zasłużyłem, Philipp. Nic nie ochroni mnie przed konsekwencjami mojego czynu, mimo tego, że już dostałem najgorszą karę.
- Kurwa, Ivan, kończy mi się cierpliwość - syknął, nie otrzymując oczekiwanej odpowiedzi.
- Myślę, że lepiej będzie, jak się nie dowiesz - skwitowałem, po czym bez słowa dostosowałem się do tego, co wcześniej usłyszałem od przyjaciela.
Chociaż może właśnie tym zakończyłem naszą przyjaźń?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz