wtorek, 19 marca 2019

Die Hilfe - 42.

- Ivan, to jest takie... ciężkie, trudne i dla mnie. Nigdy nie była w takim stanie, nie wiem, jak sobie z tym poradzić - tak Philipp podsumował swój krótki monolog odnośnie swojej siostry i tego, co się z nią dzieje ostatnimi dniami.
- Wcale nie dajesz rady - burknąłem pod nosem, co albo zignorował, albo po prostu nie usłyszał, bo powiedziałem to półszeptem. Jesteś chujowym bratem, dodałem tym razem w myślach. Który z braci uciekałby w popłochu z domu, aby nie widzieć, jak jego siostra zatraca się sama w sobie?
Odpowiedź jest prosta: żaden.
Pokazałem się, że już jestem, że oficjalnie wróciłem. Jak się okazało dwa dni temu, czyli w chwili, kiedy pierwszy raz przekroczyłem próg domu Hercherów po moim występku, powinienem wracać do Niemiec po dziewięciu dniach w Barcelonie. Jakim cudem minęło dopiero siedem dni od tamtej nocy? Myślałem, że trwa to już o wiele dłużej. Ta rozpacz sprawia, że czas niemiłosiernie się dłuży, powolnie nas wykańczając.
- Na mnie czas, reha wzywa. Jak chcesz to zostań, a jak nie... Mniejsza, rób, co chcesz - machnął lekceważąco ręką, gdy się do niego nie odzywałem. Byłem tak wkurwiony, że nawet nie starałem się z tym kryć. Chyba to wyczuł, co pokazywało mi jego zachowanie sprzed chwili. Ale w sumie mi to wisiało.
Zostawił mnie samego z Chloe, siedzącą na górze. Uciekła, gdy tylko zobaczyła mnie w drzwiach dziś rano. Wcale się jej nie dziwiłem – sam siebie nie chciałem widzieć.
Jednakże bardzo chciałem, żeby była blisko, jak najbliżej się dało. Pomimo tego, że sam nie dawałem sobie rady, bo wyobraźnia nie oszczędzała mnie i nieustannie podsyłała mi obrazy jej smutnych oczu, czy głosu pełnego cierpienia. Nie mówiąc już o słabości jej psychiki i ciała, gdy zapadała mi się w ramionach. Gdy to widziałem na własne oczy, było jeszcze gorzej.
Powolnie wspinałem się po schodach na górę. Ile razy ja tam wchodziłem, abym mógł zamknąć ją w swoim uścisku... Abym po prostu zobaczył. Zatrzymałem się w pół kroku, aby głębiej odetchnąć. To nie jest normalne, nigdy nie powinienem do tego dopuścić. Nigdy nie powinienem pozwolić sobie na to, żebym doprowadził się do takiego stanu przez dziewczynę.
Wróć.
Nigdy nie powinienem dopuścić do tego, żeby dziewczyna, o której marzyłem, dziewczyna, dla której chciałem i chcę wszystkiego, co najlepsze, dziewczyna, którą tak potwornie kocham, kiedykolwiek cierpiała. W dodatku przeze mnie.
Jestem taki beznadziejny. Nigdy nie zasłużyłem na szczęście, nawet na jego namiastkę.
Długo stałem przed drzwiami sypialni Philippa, w której się znajdowała, przynajmniej tak mówił Hercher. Stałem, opierając się czołem i dłonią o drzwi. Szukałem w sobie siły, abym zrobił to, co powinienem. Naprawdę nie byłem w stanie się przemóc, żeby wejść, chociaż bardzo tego chciałem. Potrzebowała mnie, a ja jej.
W końcu udało mi się przemóc. Cicho nacisnąłem klamkę i pociągnąłem drzwi do siebie. Leżała na brzuchu na łóżku, z telefonem w ręku. Gdy podszedłem bliżej, na ekranie zauważyłem... nas. Nasze zdjęcia. Szlochała, przesuwając palcem po ekranie, na którym pojawiały się coraz to kolejne fotografie.
- Chloe... - przysiadłem na skraju łóżka, delikatnie przesuwając dłonią po jej plecach. Płacz przybrał na sile, a jej ciało zaczęły przeszywać delikatne dreszcze.
- Dlaczego mi to robisz? Sam chciałeś zniknąć z mojego życia, więc dlaczego teraz do niego wracasz?
Zacisnąłem wargi, nie przerywając gładzenia jej pleców. Te pytania na nowo rozdrapywały rany, które pojawiły się ponad tydzień temu.
Nic nie odpowiadałem, po prostu starałem się, aby się wyciszyła, co finalnie się udało - jeszcze przez chwilę drżała, po czym się uspokoiła. Jednak nadal ciężko oddychała i nie patrzyła się na mnie.
- Jeśli to uczyni Cię szczęśliwą... Odejdę stąd - wyszeptałem z ciężkim sercem, przerywając ciszę. Nie chciałem tego robić, ale jeśli tylko to okaże się jedynym odpowiednim wyjściem... Zrobię to. - Wyjadę jak najszybciej się da. Zniknę z Twojego życia, tak, jak tego chcesz.
- Twoje odejście nie sprawi, że będę szczęśliwa.
- To co mam zrobić? - spytałem. - Co powinienem zrobić? Nic już nie wiem... - odsunąłem się od niej, podnosząc się z łóżka. Kręciłem się w kółko, bo nie mogłem wytrzymać. Ta sytuacja rozpierdalała mnie od środka,  zresztą też. Więc co jest dla nas dobre?
- Bądź tu. Zawsze o tym marzyłam.
To nie ma sensu. Jak mam być, skoro ona mnie nie chce? Ucieka, gdy tylko mnie widzi i ignoruje, jak najbardziej się da. To się kurwa kupy nie trzyma.
- Przecież jestem źródłem Twojego nieszczęścia... Ignorujesz mnie, traktujesz jak najgorszego wroga. Wiesz, że nie tylko Ty tu cierpisz? - nie wiem, co we mnie wstąpiło. Ale może tak uda mi się coś zdziałać?
- Wiesz, ile razy wyobrażałam sobie, że jesteś tuż obok mnie? Nawet wtedy, kiedy próbowałam walczyć z miłością do Ciebie. Ile razy marzyłam, żeby ta sytuacja okazała się snem? - na pewno nie mniej, niż ja. Tak bardzo chciałbym wymazać swój występek z jej pamięci, tak, jak to zrobił alkohol w moim przypadku.
- Chloe... Spójrz na mnie - szepnąłem błagalnie, gdy tylko znalazłem się przed nią. Kucnąłem, aby być jak najbliżej. A ona nic, na domiar wszystkiego odwróciła głowę. Kurwa, kompletna dziecinada. - Spójrz mi w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz. Jeśli to zrobisz, wyjdę i już nigdy nie stanę na Twojej drodze.
Kolejna chwila przytłaczającej ciszy.
- Nie zrobię tego... Nie umiem - w końcu mogłem zobaczyć jej oczy. Smutne oczy, pełne łez. Powoli się podniosła do pozycji siedzącej, zsuwając nogi na podłogę. Od razu złapałem jej dłonie w swoje. Ku mej uciesze nie wyszarpała ich.
- Bo mnie kochasz. Tak samo, jak ja Ciebie.
Spuściła wzrok, skupiając swoją uwagę na podłodze, na której walała się rosnąca kupka zużytych chusteczek higienicznych. Pełnych jej łez wylanych przeze mnie.
- Nie kochasz mnie... Gdybyś mnie kochał, to byś mi tego nie zrobił.
- Dobrze wiesz, że nie chciałem tam jechać, a Ty mi kazałaś - rzuciłem z wyraźnym wyrzutem. Niemal samodzielnie mnie spakowała, nagle o tym zapomniała? - Zrobiłem to, bo Ty tego chciałaś.
- Chcesz zwalić teraz na mnie winę, tak? - warknęła, skutecznie wyszarpując dłonie z mojego uścisku. - Wyjdź stąd, Ivan. Nie chcę Cię widzieć.
- Nie wyjdę - powiedziałem hardo. Bo tego nie zrobię. - W przeciwieństwie do tego - dokończyłem swoją myśl na głos, przechodząc do czynów.
Błyskawicznie się podniosłem, łapiąc jej nadgarstki w jedną rękę, nim zdążyła mi cokolwiek zrobić. A chciała, widziałem to. Również na to zasłużyłem. Drugie ramię zacisnąłem wkoło jej talii, przyciskając do siebie. Musiałem to zrobić, chciałem to zrobić i to uczyniłem. Przez chwilę się wyrywała, krzycząc i wrzeszcząc na mnie, po czym odpuściła, najnormalniej w świecie chowając twarz w moją klatkę piersiową.
Brakowało mi tego.
Wypuściłem jej dłonie, które opadły na moje ramiona. Łzy ciągle płynęły jej z oczu – czułem, jak przesiąkają przez moją koszulkę. Palce kurczowo trzymały się na barkach, mocno się w nie wpijając. Jej wargi przyciskały się do torsu ukrytego pod szarym materiałem.
- Powinnam Cię udusić, albo chociażby spoliczkować, wiesz? Tak, jak to robią dziewczyny w serialach i innych takich - szepnęła płaczliwie, po czym przerwała, aby głębiej odetchnąć. - Swoim obecnym zachowaniem nie pomagasz...
Widziałem iskierki podniecenia w jej oczach. Cóż, w normalnej sytuacji nasza obecną pozycja mogłaby być skrupulatnie wykorzystana, jednak nie chciałem o tym myśleć, tym bardziej teraz. Najpierw musimy przejść przez ten kryzys.
- Pomagam. Bo tylko ja mogę Tobie, nam, w tym pomóc. Tylko ja.



1 komentarz:

  1. Jeeeeezu prawie sie poryczałam :(((
    Czemu to tak bardzo na mnie działa ❤
    Domi kurde napisz książkę o nich plis ❤ byłabym w niebie 😍
    Cuuudo ❤

    OdpowiedzUsuń