niedziela, 13 maja 2018

Die Gedanken - 23.

Minęło kilka dni, wszystko powoli wracało do normy. Mamusia była zadowolona, nic nie mówiła, nie rzucała swoich komentarzy na temat tego, że jakoś dziwnie się zachowuje, czyli siostrzyczce już przeszła zabawa w detektywa. Tyle dobrego. Znów mogłem w pełni poświęcić swój czas swojemu osobistemu narkotykowi, znaczy się Chloe.
Wiedziałem, że dzień, gdy będziemy grali z drużyną z Ratyzbony, będzie wyjątkowy. Tylko (naprawdę!) nie myślałem, że aż tak, jak to faktycznie się wydarzyło. Jej obecność dała mi takiego kopa, że praktycznie sam poradziłem sobie z mistrzem ligi i – nieskromnie mówiąc – wygraliśmy właśnie dzięki mnie.
Jakoś przestało mi zależeć na tym, czy ktoś wie o nas, czy nie. Chłopaki były tak bardzo zaabsorbowane triumfem, że na dobrą sprawę nie widzieli tamtej scenki pod trybuną – ewentualnie tylko Baumann, który szturał mnie w ramię, gdy Chloe mnie wołała. Ale za zbytnio się nim nie przejmowałem. Liczyła się tylko ona, której pomagałem przechodzić przez barierkę, aby była jak najbliżej mnie. Tylko ona, która kurczowo się mnie uczepiła i nie chciała w ogóle puścić.
Po chłopakach raczej to spłynęło, przynajmniej takie miałem wrażenie; zresztą nie miałem podstaw, aby cokolwiek podejrzewać. Żaden nie wył na nasz widok, nie rzucali żadnych zaczepnych komentarzy, kompletne zero. Na szczęście. Chyba limit ciskania po mnie już się wyczerpał, mogę spokojnie odetchnąć z ulgą.
Po powrocie do Norymbergi całą ekipą zebraliśmy się u Dominica, bo to on miał największe mieszkanie. Alkohol momentalnie się rozlał, muzyka rozbrzmiała z głośników, zaczęła się prawdziwa zabawa i świętowanie zakończenia rozgrywek.
Hercherowa próbowała się dobrze bawić, ale widziałem, że pośród chłopaków czuła się niepewnie. Starała się uśmiechać i dotrzymywać nam kroku, ale widziałem, że było coś nie tak.
Mimowolnie to działało też na mnie, co było... nieziemsko dziwne. Nigdy czegoś takiego nie doznałem. To był pierwszy raz, dlatego odczuwałem to jeszcze bardziej.
Nikt nie poruszał tematu Philippa, chociaż nieświadomie każdy z nas przy każdym toaście życzył mu najlepiej. Chyba jednak jej obecność coś robiła – po prostu nie chcieli psuć atmosfery, jaka panowała pośród nas. Poza tym wszystko szło w dobrą stronę – lekarz powiedział, że młody już jest w coraz lepszym stanie i niedługo zaczną go budzić. Koniec spania, Phil! Czas wrócić do nas.
Chciałem jego powrotu, brakowało mi go, w końcu to mój przyjaciel. W dodatku brat mojej dziewczyny. Najbardziej zaborczy gość na świe...
Kurwa.
Przecież on mnie zabije, gdy tylko się dowie, że w ogóle dotknąłem jego malutką siostrzyczkę. Pomimo tego, że błagał mnie o to, abym miał na nią oko. Przecież nie prosił mnie o to, abym się w niej kiedykolwiek zakochał.
I co ja mam zrobić?
Chcę jej, chcę z nią być. Cholernie, z każdą chwilą coraz bardziej. Przez te chwile sam na sam z nią uzależniłem się, potwornie bardzo. Jestem w takim stadium, że nie ma już dla mnie szans na wyjście. Utknąłem w tym zbyt głęboko, a ona wcale mi tego nie ułatwiała.
Nawet nie chcę wychodzić, nie mam zamiaru próbować. Philipp dowie się prawdy, ale nie tak od razu. Nie mogę działać pochopnie, muszę przemyśleć każdy krok. Ale nie teraz, jeszcze przyjdzie czas na myślenie.

Długo nie bawiliśmy się z chłopakami. Mimo tego, że wszyscy znali Chloe, nie chciałem przedobrzać. Z czasem sam zacząłem się czuć dziwnie, szczególnie wtedy, gdy zacząłem zauważać ich ukradkowe spojrzenia kierowane w naszą stronę. W jej już nie wspomnę, wtedy wstępowało we mnie coś o wiele gorszego niż szewska pasja.
Wysiedliśmy z taksówki, która zabrała nas spod mieszkania Baumanna. Miałem plan, który nakręcał alkohol płynący w moich żyłach.
Wystarczająco długo ze sobą walczyłem, wystarczająco długo powstrzymywałem się przed pójściem o kolejny krok do przodu. A chciałem to zrobić, już od dawna. Chciałem czuć jej rozgrzane, nagie ciało pod sobą. Słyszeć ciche pojękiwania, ewentualnie donośne krzyki, pośród których kryło się moje imię. Chciałem dotrzeć dalej, odkryć, poznaćna nowo. Chciałem zagłębić się tam, gdzie... był on. Jebać na niego, on już nie istnieje.
Ale do tego potrzebowałem swojego mieszkania. Miałem dziwne wrażenie, że Philipp czuwał nad nią przez ten cały czas. Chore, co nie? W dodatku nie pomagała świadomość, że to jego dom. Zabiłby mnie chociażby za to, że choć przez chwilę pomyślałem o niej w ten sposób. Gdyby tylko wiedział o wszystkim, co ja wiem... co sam robiłem... Nie chcę sobie tego wyobrażać. Tak będzie lepiej.
Weszliśmy do środka, Chloe opuściła moje ramiona, rozgaszczając się na powrót w domu. Uśmiechnąłem się pod nosem, opierając się o ścianę. Obserwowałem jej ruchy, idealnie zgraną pracę jej bioder, nakręcając się coraz bardziej... Uh! Tak bardzo mnie podnieca.
Kneza, działaj.
- Po co zapalasz światła, skoro za długo tu nie zabawimy?
Zaskoczyłem swoim pytaniem. Wiem, jestem tego jak najbardziej świadomy.
Powoli się odwróciła. Przez jej pytającą minę chciało mi się śmiać, jednakże dzielnie z tym walczyłem i postanowiłem kontynuować.
- Chciałem Ci zaproponować przeniesienie się do mnie... Nie żebym narzekał na łóżko Philippa, czy co, ale tęsknię za swoim... - wywróciła oczami, cicho się podśmiewując. Prędzej wytargałaby mnie za włosy, niż pozwoliłaby wykreować jakiekolwiek słowa skargi, chociaż nic takiego nie mówiłem.
Poza tym sam nie narzekałem. Spało mi się z nią lepiej niż cudownie. Gdybym mógł, chciałbym robić to już do końca świata. Z drobną różnicą, bo na przykład bez ubrań, czy wymęczony po kolejnej namiętnej nocy, ale kto by się czepiał. Na to przyjdzie odpowiedni moment. Chociaż może to nastanie właśnie dziś?
- Tak się tłumacz - oderwałem się od ściany, gdy to mówiła. Tłumaczyć się? Proszę Cię bardzo, kochanie.
Szybki całus w czoło, w nos, dłuższa przerwa na ustach... Całowanie tych warg to jeden z najlepszych rarytasów, jakie kiedykolwiek doznałem. A najlepsze miało być dopiero przede mną.
- Dobrze się wytłumaczyłem? - wymruczałem, przyciskając jej ciało jeszcze bardziej do siebie. Nie próżnowałem, zasypywałem całusami jej szyję, aby ostatecznie przyozdobić jej skórę siną pamiątką. Dość okazałą tak w sumie. Żeby wszyscy wiedzieli, że jest moja.
- Bardzo dobrze - jęknęła. Spokojnie, kochanie, niedługo będziesz jęczeć. Jeszcze głośniej...
Leniwie wróciłem do jej ust. Smakowały z każdą chwilą coraz lepiej, nie chciałem kończyć tego pocałunku, no ale...
- Spakuj się - powoli się cofnąłem, a ta po dłuższej chwili ogarniania się zniknęła na piętrze. Moje ego było z siebie zadowolone – nawet jej nie rozebrałem, a ona już była w drodze na szczyt i nawet się z tym nie kryła.
To pakowanie trochę się przeciągało. Nie próżnując, ruszyłem na górę, do pokoju Herchera, gdzie do swojej torby powrzucałem wszystkie rzeczy, jakie ze sobą zabrałem. Nie zwracałem za zbytnio uwagi na to, czy używałem ich wcześniej, czy nie. Wszystko się wypierze.
Wyszedłem na korytarz, jej nadal nie było. Drzwi od jej sypialni były uchylone, czyli nadal z niej nie wyszła. Uśmiechnąłem się cwaniacko, po cichu kierując się ku niej.
W środku mimowolnie walczyłem z myślami. Lepszej pory na tę walkę sobie wybrać nie mogłem, co nie?
Okropnie się obawiałem tego, jak to będzie. Jak Philipp zareaguje na wieści, że „opiekowałem się” Chloe bardziej niż powinienem. Ale druga strona mnie kazała mieć w dupie rozsądek i skupić się na niej. Tak też próbowałem zrobić, nie zważając na wszystko. Wystarczająco długo się powstrzymywałem. Wystarczająco długo działałem wbrew sobie.
Teraz czas czynić wbrew innym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz