Gdy wróciłem do siebie, dotarła do mnie jedna, aczkolwiek bardzo istotna, rzecz – ten, któremu najbardziej zależało na „zeswataniu” (nie wiem, czy tak mogę to nazwać, ale nic mi innego do głowy nie przychodziło) Chloe i mnie po prostu nie wiedział. Bo mu nie powiedziałem. Gdyby dowiedział się od osób trzecich, skończyłoby się to naprawdę źle.
Sytuacja z Philippem sprawiła, że wszystko odsunęło się na dalszy plan. Na dobrą sprawę w ciągu tych trzech dni od wypadku Herchera, nie napisałem do Leitnera kompletnie nic, co w normalnej sytuacji byłoby bardzo dziwne. Aczkolwiek sam chyba miał oberwanie głowy, bo także nie próbował nawiązać ze mną kontaktu.
Nono też się nie odzywał, ale on ma proces rekonwalescencji, albo jest u Mo. Także w sumie na jedno wychodzi.
ja: udało mi się.
Wiem, nie wysiliłem się. Aczkolwiek byłem świadomy tego, że te trzy słowa zupełnie wystarczyły, aby zrozumiał, co miałem na myśli.
Na wiadomość zwrotną – a raczej jej litanię zwaną spamem – nie musiałem zbyt długo czekać. Odstawiłem odblokowane urządzenie na szafkę, czekając, aż przyjaciel wyżyje się twórczo. Wolałem uniknąć wibratora, który powodowały nadchodzące wiadomości od niego i postanowiłem zająć się czymś o wiele bardziej teraz przydatnym, czyli zacząłem sprzątać. Nie chciałem, żeby mamusia myślała, że jestem niechlujem. A jej zapowiedź miała dać mi sygnał, że powinienem chociaż pobieżnie ogarnąć mieszkanie.
Mo: ...
Mo: Żartujesz.
Mo: NIE ŻARTUJESZ?
Mo: O mój boże
Mo: J A K
Mo: Czuję się jak dumny ojciec, bo w końcu mnie posłuchałeś
Mo: Nawet nie odpisuj, zaraz zadzwonię!!
Zaśmiałem się donośnie, gdy po kilkunastu sekundach od ostatniego SMSa usłyszałem melodyjkę od Apple, jaką miałem ustawioną na dzwonek. Chyba doznał skurczu kciuka, czy coś w ten deseń i nie mógł już więcej napisać.
Odebrałem połączenie, jednocześnie odczytując zbitki liter, jakie wysyłał mi w wiadomościach zwrotnych. Błyskawicznie włączyłem na głośnomówiący, wolałem uniknąć jego krzyku wprost do ucha. A zapewne będzie piszczał, mając na uwadze to, w jakim stylu mi odpisywał. Chwilami był gorszy od tych „dziewczynek”.
~ Jestem z Ciebie taki dumny, wiesz? Tyle czasu czekania na to, żeby ten debil się ogarnął. Nono, słyszysz? Kneza w końcu zebrał dupę! ~ mówiłem? Koussou to chyba zamieszkał w tym Dortmundzie.
W jednej dłoni trzymałem telefon, a w drugiej nawilżoną chusteczkę i przecierałem szafki, na których nagromadziło się trochę dużo kurzu. Jak ja nie znoszę sprzątać.
- Tylko tyle?
~ Mieliśmy nadzieję, że sam zaczniesz opowiadać, jakim to cudem się stało, że Ci się udało ~ tym razem mówił Nono, co oznaczało, że oni także mieli włączony głośnik.
Odetchnąłem ciężej. Przed nimi nie mogłem ukrywać prawdy, bo i tak do niej dojdą. Czyli czas na tę smętną historyjkę sprzed trzech dni.
- Byliśmy na imprezie. Ona przyszła ze swoim towarzystwem, a ja ze swoim. Jednakże szybko ich opuściłem, gdy tylko zobaczyłem tego zjeba... Z inną. Czaicie? Bajerował ją, nie wiem, co jej opowiadał, a na imprezie szalał z inną - usłyszałem dwa prychnięcia, a po chwili śmiech Leitesa. Rżenie Kodjoviego jest za bardzo charakterystyczne. Mo zawsze tak reagował na dziecinadę Bartscha. - Minęła dłuższa chwila, nim ją znalazłem, ale mi się udało. Nawiązałem rozmowę, oczywiście posunąłem się w tym gorszym kierunku...
~ I Ty chcesz mi, nam powiedzieć, że z nią jesteś?
Zonk. W ogóle z nią jestem?
Nie wiem, czy tak, ale chciałbym. Potwornie.
Potrzebuję jej, w każdym aspekcie. Absoltunie. Do tej pory czułem, że czegoś mi brakowało, jednak dotychczas nie wiedziałem, co to dokładnie było. W tym szpitalu, gdy pocałowaliśmy się po raz pierwszy... Miałem wrażenie, że wszystko trafiło na swoje miejsce. To niewytłumaczalne, ale jest mi potrzebna. Po prostu. Tylko ona. Zrobię wiele, abym mógł przy wszystkich obwieścić, że jest moja. A ja jej.
Potrzebuję jej, w każdym aspekcie. Absoltunie. Do tej pory czułem, że czegoś mi brakowało, jednak dotychczas nie wiedziałem, co to dokładnie było. W tym szpitalu, gdy pocałowaliśmy się po raz pierwszy... Miałem wrażenie, że wszystko trafiło na swoje miejsce. To niewytłumaczalne, ale jest mi potrzebna. Po prostu. Tylko ona. Zrobię wiele, abym mógł przy wszystkich obwieścić, że jest moja. A ja jej.
- Mo, chcesz to usłyszeć, czy nie? Wolę Wam to wszystko zobrazować, a nie.
Posłusznie zamilkli. Odrzuciłem zeschniętą ściereczkę na podłogę i ruszyłem po drugą. Mniejsza z tym, że praktycznie nic nie starłem. Sorry, mamuś, teraz mam ważniejszą sprawę na głowie.
Sam też chwilę byłem cicho, próbowałem sobie przypomnieć, na czym skończyłem relację. Słysząc ciszę po drugiej stronie miałem wrażenie, że w miarę cierpliwie czekali na kontynuację.
- Jej brat tej samej nocy miał wypadek. Chloe zadzwoniła do niego w środku nocy, biedak w czasie ulewy stracił panowanie nad kierownicą... - nagle poczułem gulę w gardle. - Byłem z nią tej nocy u nich w domu. Nie zmrużyłem oka, siedziałem przy jej łóżku. Siedziałem i obserwowałem jak niespokojnie spała. Cholernie bałem się o nią, mimo tego, że byłem obok.
Wolałem pominąć wątek Rolanda, bo i jego zaliczyliby do grupy z Bartschem, na co nie chciałem pozwolić. Pomimo wszystko Schwarz jest dobrym kumplem.
- Rano pojechaliśmy do szpitala, gdzie wydarzyła się kolejna mało przyjemna rzecz – zemdlała. Wzniosłem alarm na pół szpitala, gdy w końcu zlitował się nade mną jakiś lekarz. Zabrałem, znaczy się zaniosłem ją do jego gabinetu, co prawie skończyło się bójką. Gościu tak się na nią gapił, że o mały włos, a sam nie potrzebowałby pomocy.
~ Kneza, Ty brutalu ~ zarechał Nono, co próbowałem zignorować. Moja zazdrość to coś, czego nie jestem w stanie wytłumaczyć. Nawet nie próbuję tego zrobić, bo szkoda czasu.
~ Zamknij japę, chcę wysłuchać tej historii z bohaterem Ivanem do końca ~ Nono zawył z bólu. Leites chyba go dziuknął, albo uderzył. Nieważne.
- Dużo nie zostało tak w sumie. Nawet nie umiem określić, jak doszło do tego, że się pocałowaliśmy.
~ Ona czy Ty inicjowałeś?
- Ja, a któż by inny?
~ A już miałem się cieszyć, że ta w ramach Twojego bohaterstwa zgodziła się zostać damą Twojego serca ~ Moritz ciężko westchnął. Chyba za dużo sobie dopowiedział, nie czekając na koniec.
Wzniosłem oczy ku sufitowi. Nawet nie chciałem, żeby za coś takiego mnie całowała, ani nic tego kalibru. O wiele bardziej wolałem, żeby robiła to, bo... bo po prostu tak chciała. Bo brakuje jej moich ust. Bo mnie kocha. Chyba ciut się zagalopowałem z marzeniami. Chociaż „ciut” to za mało powiedziane.
- Jesteś spierdolony, wiesz?
~Twój lekarz też mi to ostatnio powtarzał ~ już miałem się rozłączać, bo bałem się, że ich debilizm na mnie przejdzie, ale przestali się śmiać. ~ Dobrze wiesz, że cieszę się, że w końcu się zebrałeś. Nie zważając na to, przy jakich okolicznościach wzięło Cię na tę odwagę, stary. Życzymy dużo zdrowia dla kumpla i szczęścia dla Ciebie i niej.
~ Tego, oraz mnóstwa cierpliwości ~ dorzucił swoje Nono. ~ Mam nadzieję, że niedługo ją poznamy.
- Jak wszystko się uspokoi, zabiorę ją do Monachium albo do Dortmundu. Jednak nie teraz, teraz muszę upewnić się, czy to, co czuje do mnie jest tym, co ja czuję do niej. No i najpierw muszę przeżyć wizytację rodziców, także wiecie. Kończę, buziaki.
Nim się rozłączyli, usłyszałem masę cmoknięć. Co za debile, co nie?
Położyłem komórkę na stoliku przy kanapie, uprzednio zerkając na godzinę. Było dwadzieścia minut po jedenastej. Od ponad godziny jestem w domu. Od ponad godziny jej nie widziałem. Od ponad godziny tęsknię. Nawet nie umiem określić, jak bardzo.

Cudeńko ❤❤❤
OdpowiedzUsuń