poniedziałek, 19 lutego 2018

Alles klappt - 14.

W końcu jakiś młody lekarz usłyszał mój desperacki krzyk i pokierował mnie do jednego z gabinetów. Tam położyłem dziewczynę na kozetce i obserwowałem jego poczynania, niemal dygocąc ze strachu o nią. Zazwyczaj człowiek nie mdleje od tak, co nie?
- Co się wydarzyło? - spytał, nadal się nad nią nachylając.
- Zasłabła, nie widać? - odpowiedziałem mu z wyraźną irytacją. Podniósł głowę i spojrzał na mnie pobłażliwie, a mi momentalnie zrobiło się głupio. Ale co mogę poradzić? Byłem cholernie zdenerwowany. - Chciała do mnie podejść, ale tak po prostu oczy zaszły jej mgłą i odleciała.
- Rozumiem. Jest w ciąży? - spojrzałem na niego z przerażeniem. Nie, w żadnej ciąży! Chociaż... Skąd mogę mieć tę pewność? Przecież ona i Bartsch... Boże, dokończenie tego w myślach kosztowałoby mnie wiele. A wyobrażenie tego wywołało we mnie kolejny odruch wymiotny.
- Chyba sobie pan ze mnie żartuje - powiedziałem bardziej do siebie, co i tak nie uszło jego uwadze. Świetnie, jeszcze tego mogłoby brakować do pełni szczęścia.
- Ależ nie, proszę pana, jestem jak najbardziej poważny - mężczyzna nadal zachowywał spokój, w przeciwieństwie do mnie. Z każdą minutą byłem coraz bardziej sfrustrowany, chciałem, żeby już się wybudziła.
- Ivan, nie „proszę pana”. I nie, nie jest. Chyba... - nie, nie mogłaby w niej być... Myślę, że nie spieszyłoby mu się w zabawę w „tatusia”. Jest za bardzo nieodpowiedzialny, oraz pewnie zostawiłby na lodzie, gdyby wpadli. Ale nie wpadli, próbowałem przekonać się w myślach do tego, że to jedynie wytwór mojej wybujałej wyobraźni.
- Dobrze, Ivan. Jadła dziś coś? - zaprzeczyłem, a on skinął głową i usiadł przy biurku. Chyba znalazł powód jej zasłabnięcia. A ja chyba znów mogłem odetchnąć z ulgą. Faktycznie, przecież nic dziś nie zjadła... W dodatku miała za sobą jedną z najgorszych nocy w życiu.
- Jak się nazywa?
- Chloe Hercher - medyk sprawiał wrażenie, jakby oczy miały wyjść mu z oczodołów. Co w jej nazwisku takiego dziwnego? Coś poszperał w papierach, po czym znów na mnie spojrzał, tym razem miał już normalne spojrzenie. - To była ciężka noc dla niej... - dodałem, znów na nią zerkając. Nadal miała zamknięte oczy.
- Słyszałem, że jej brat nieźle się obił w nocy - zacisnąłem zęby, oddychając ciężej. Powiedział to z taką lekkością, jakby jego stan ograniczał się do siniaka na kolanie, ewentualnie guza na głowie.
Nie chciało mi się już z nim rozmawiać. Szczerze? Działał mi na nerwy. W dodatku patrzył się na nią tak... No kurwa. Poczułem zazdrość. O tak, jestem zazdrosny. Potwornie zazdrosny, nawet jeśli ten typek to lekarz. - Nie denerwuj się tak, zaraz się wybudzi. Jestem przekonany, że już nas słyszy.
Typek, n i e  p a t r z  s i ę  t a k  n a  n i ą.
Chciałbym, żeby nas słyszała. Chciałbym, żeby już się wybudziła, bo nie wytrzymam z tej mieszanki emocji, jaka mnie wypełniała. Chciałbym tyle rzeczy, które niekoniecznie są możliwe do spełnienia. Między innymi mieć możliwość zamknięcia jej w swoich ramionach, pokazania, że chcę tylko jej.. Ale teraz nie o tym, priorytetem było to, żeby się ocknęła.
- Mam do Ciebie jeszcze jedną prośbę - niechętnie przeniosłem na niego wzrok, odrywając się od rozmyślań. Nie widać, że jestem zajęty? - Namów na badania krwi, bo coś marnie wygląda.
- Jasne, dopilnuję tego - rzuciłem, znów wpatrując się w dziewczynę, mając nadzieję, że moje spojrzenie przyniesie oczekiwany efekt, co w sumie się udało. Rzecz jasna dopiero po kolejnych minutach pełnych niecierpliwości. Kiedy tylko usłyszeliśmy jej jęk, to lekarz momentalnie się poderwał, jakby gdzieś się paliło. Sam, gdybym mógł, to zacząłbym skakać jak mała dziewczynka, ale musiałem się hamować.
- Witamy z powrotem, Chloe! Widzę, że Twoim hobby jest napędzanie strachu swojemu chłopakowi, bo biedak zaalarmował połowę szpitala, że zemdlałaś - zaśmiał się, a mnie zamurowało. Wiadomość o jej ocknięciu się naprawdę mnie ucieszyła, ale kiedy ten gostek określił mnie mianem jej chłopaka... Cholera, chcę to słyszeć częściej. Ale żeby mogło się to wydarzyć, to muszę postawić krok do przodu. 
Dobre sobie, Ivan. Dobre sobie...
Kiedy wyszliśmy z gabinetu czułem się przynajmniej dziwnie. Po pierwsze – emocje ze mnie nadal nie zeszły i zachowywałem się jak bomba zegarowa. Po drugie – lekarz miał nas za parę. Spełnienie marzeń. Po trzecie i chyba najważniejsze – nadal obejmowałem. Jej ciało idealnie pasowało w moje ramiona...
- Przestraszyłaś mnie - wyszeptałem. W głowie rozbrzęczał się głosik podświadomości, który mówił mi, że teraz, albo nigdy. Że muszę zebrać się na odwagę, albo ostatecznie odsunąć się w cień. Ale nie mogłem się teraz oddalić, skoro byłem tak blisko... Nie miałem „wyboru”, nawet nie chciałem go mieć, dlatego musiałem działać.
- Nic wielkiego mi się nie...
Kurwa. Człowiek chce okazać jej troskę, że nie jest mi obojętna, a ta jeszcze twierdzi, że to „nic wielkiego”! Momentalnie się zatrzymałem, a ona ze mną. Nic wielkiego? Widziała, jak wygląda? Przypomina wrak człowieka. To wszystko przerastało, a ja nie wiedziałem, co mogę zrobić, aby jej pomóc.
- Nawet tak nie mów... - oderwałem jedną z rąk z jej ramienia, aby... Dotknąć nią jej policzka. Dostałem wtedy takiego kopa... Uda mi się. Wszystko się uda. - Nie masz za co przepraszać - odpowiedziałem na jej „przepraszam” - w przeciwieństwie do mnie.
Robiłem się coraz odważniejszy, ale po prostu nie mogłem dłużej odpierać tego, co na dobrą sprawę chciałem zrobić od dawna. Szukałem wymówek, na wszelki sposób próbując zwalczyć to, co do niej czuję. Myślałem, że to lepsze rozwiązanie, a tak naprawdę pokazywałem siebie od strony tchórza, który bał się odrzucenia i straty bliskich sobie osób.
Nie jestem w stanie przypomnieć sobie dokładnie chwili, kiedy pocałowałem. To było coś zupełnie innego niż wtedy, kiedy musnąłem jej usta, gdy spała. Teraz czuła to i... odwzajemniła.
Kurwa, udało się.
W chwili, kiedy łączyłem nasze usta, poczułem coś zupełnie innego. To, czego nigdy nie doznawałem, zbliżając się do jakiejkolwiek przedstawicielki płci piękniej. To było takie... inne. Okropnie przyjemne. Jednak odwzajemnienie z jej strony było czymś jeszcze lepszym. 
Zatracałem się w łapczywości jej ust, w tym, jak napierała na moje, próbując przejąć nade mną dominację. Zatracałem się w dotyku jej dłoni, czując ich drżenie, kiedy dotykała mojej twarzy. Zatracałem się w niej samej i nawet nie chciałem wracać. Wszystko tak nagle nabrało sensu. Wszystko stało się o wiele lepsze.
Nie chciałem tego kończyć, pomimo, że jej zachowanie dawało mi nadzieję i w pewnym stopniu pewność, że będzie dobrze. Wytłumaczeniem tego było to, że każdą nadchodzącą chwilą chciałem więcej, chociaż na dobrą sprawę nie powinienem tego robić, przynajmniej w mniemaniu tego, co dotychczas powstrzymywało mnie przed działaniem.
Nie chciałem tego przerywać. Gdybym mógł, to stałbym na środku tego korytarza i nieprzerwanie całował jej usta, oraz delektowałbym się możliwością dotykania jej ciała, czy jej dotykiem na sobie. Ale skoro sam zacząłem, to też musiałem to skończyć.
Ciężko oddychała, jej oczy dziko błyszczały, a policzki były rozpalone do czerwoności. Wpatrywała się we mnie, miarowo jeżdżąc palcami po moich policzkach. Przygryzała wargę, nieświadomie, a może świadomie?, kusząc. Znów chciałem czuć na swojej, ale na razie wystarczyło tego dobrego.
Próbowałem choć trochę się ogarnąć, przecież byliśmy w publicznym miejscu, zapewne obserwowani przez wszystkich ludzi, którzy przewijali się przez oddział. Powinienem się tym przejmować, ale kiedy tylko spoglądałem w jej oczy, to zapominałem o bożym świecie. Wszystko wtedy traciło na swojej wartości. Wszystko, oprócz niej. Z każdą sekundą coraz bardziej stawała się centrum mojego – i tak ograniczonego – świata.

2 komentarze:

  1. Z perspektywy Iviego to jeszcze bardziej mi się podoba hehe ❤❤❤❤❤
    Takie to słodziutkie ❤
    Cudo ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. W publicznym miejscu jesteś Ivan! :D No ale wybaczam, bo ich kocham razem ❤
    Najważniejsze, że z nią nic nie jest! :3
    Nie mogę się doczekać ciągu dalszego :*

    OdpowiedzUsuń