Nie zaliczyłbym tej nocy do grupy tych przyjemnych, zdecydowanie. Obraz płaczącej Chloe, niezbyt przychylnego spojrzenia Rolanda, oraz dźwięk głosu sierżanta mówiącego o wypadku mojego przyjaciela za bardzo na tym zaważyło. W dodatku praktycznie nie zmrużyłem oka, po prostu nie mogłem zasnąć, chociaż niejednokrotnie próbowałem. Gdy tylko zamykałem oczy, leżąc na kanapie, w głowie pojawiały mi się obrazy rozbitego samochodu przyjaciela. Przecież to wyglądało gorzej niż tragicznie!
Gdyby nie energetyki, jakie wyciągnąłem z ich lodówki, to najpewniej bym nie funkcjonował. Jej obecność też miała na to pewien wypływ. Dla niej próbowałem zachowywać się w miarę normalnie. Cóż za paradoks! Przecież to właśnie przez nią wariowałem.
Kiedy Schwarz odniósł ją na górę, do jej pokoju, stwierdził, że nic tu po nim i nic nie zdziałamy, tym bardziej w środku nocy. Przed samym wyjściem przestrzegł mnie (zresztą nie po raz pierwszy), że mam się mieć na baczności, bo mogę jeszcze pożałować. No halo, o co mu, do jasnej ciasnej, chodziło? Nigdy nie myślałem o niej jako swojej zdobyczy, nie byłem Bartschem, który dziewczyny traktował jak trofea. Owszem, pociągała mnie też w tym cielesnym aspekcie, ale nigdy nie próbowałbym się do niej dobrać bez jej wyraźnej zgody. Owszem, może i też miałem styczność z wieloma przedstawicielkami płci pięknej, ale na nich nigdy mi nie zależało, w przeciwieństwie do niej.
No ale mniejsza, są sprawy, których na dobrą sprawę nie przeskoczymy. Zaliczamy do nich między innymi myślenie Schwarza na temat moich relacji z kobietami. Chyba kierowała nim zazdrość, albo coś tego pokroju.
Co jakiś czas doglądałem jej, czy śpi. Nie byłem w stanie się powstrzymać i nie móc chociażby przez chwilę nie spojrzeć na jej spokojną twarzyczkę, próbując wyrzucić z głowy obrazy sprzed kilku godzin. Sen pozwolił się jej wyciszyć i uspokoić. Miałem nadzieję, że już nigdy nie ujrzę takiego bólu i rozpaczy u niej. Nie byłbym w stanie znieść czegoś takiego ponownie.
Obudziła się dość wcześnie, było może kilkanaście minut po siódmej. Siedziałem wówczas w kuchni i obserwowałem ich rodzinne zdjęcia, próbując przełknąć kanapki, które uprzednio sobie zrobiłem. Patrząc się na fotografie w głowie narastało mi pytanie, dlaczego ich rodziców tu nie ma, ale przypomniało mi się, że Hercher kiedyś mi opowiadał o swojej rodzinie, a ja z jego słów wtedy wywnioskowałem, że po prostu Phil i Chloe chcieli się szybciej uniezależnić, dlatego żyją tu sami. Ale skoro tak jest, to nie należy przypadkiem powiadomić ich o całym zajściu?
- Hej - jej głos sprawił, że ściana przestała się liczyć. Skupiłem swój wzrok na niej, po chwili grzecznie się witając.
- Siadaj, zrobię Ci coś do jedzenia - nie czekając na jej odpowiedź podniosłem się z miejsca. A ona podeszła bliżej, tam, gdzie dotychczas siedziałem. Potem wzięła do rąk mój kubek i bezceremonialnie się z niego napiła. Moje ego pod wpływem tego gestu również wstało od stołu i z radości zaczęło tańczyć macarenę. Czemu tak nakręcił mnie ten mały gest?
Dobijało mnie to, że nadal nie wyglądała dobrze. Miała worki pod oczami, a jej skóra była niesamowicie blada. Jeszcze ten słaby głos i to zapłakane spojrzenie... Nadal trzymało ją to, co się wydarzyło minionego wieczora, co nie powinno mnie dziwić – również się przejmowałem, jednak bardziej nią, Phil jest silny.
W szpitalu wcale nie było lepiej. Przez nią sam również zacząłem się obawiać tego, co mogło mu być, jak to wszystko może się skończyć. W jakim stanie jest i kiedy albo czy w ogóle się z tego wyliże... Głowa podsyłała różne obrazy – głównie tych, które określano mianem „czarnego scenariusza”, czego nikt nie chciał, tym bardziej sama Chloe. Mimo wszystko próbowałem ją pocieszyć, chciałem okazać jej swoje wsparcie. Trzymałem jej chłodną dłoń, słowem starając się podnieść ją na duchu.
Dziwiło mnie to, że nie patrzyła się na mnie krzywo – ani tym bardziej dziwnie – kiedy byłem tak blisko. W dodatku wyglądało to tak, jakby sama chciała być bliżej... Pozwalała mi się dotykać, nie uciekała, czy unikała odpowiedzi... Nie, żeby mi to nie pasowało, wręcz przeciwnie – pragnąłem zbliżyć się do niej tak, że zapomniałaby o tym gościu, przez którego pocieszenia szukała w ramionach Bartscha. Pragnąłem tego, jednocześnie licząc, że to ona zagwarantuje mi szczęście, jakiego sam potrzebowałem.
- Pan Hercher doznał wstrząsu mózgu, przez który wprowadziliśmy go w stan śpiączki farmakologicznej. Prócz tego doznał kilku stłuczeń i otarć, ale nic poważniejszego mu nie jest. Pozostawimy go w tym stanie od kilku dni, nawet do kilku tygodni, abyśmy mieli pewność, że wszystko jest z nim w jak najlepszym porządku.
Odetchnąłem z ulgą, kiedy to usłyszałem z ust medyka. Nie było z nim aż tak źle. Tylko ta śpiączka... To nie brzmiało zbyt przyjemnie, ale skoro ma mu to pomóc, to niech w niej będzie, byleby wyszedł z tego bez większego szwanku. Ciekawe tylko, jak na te rewelacje zareaguje ona...
Trochę się wahałem, kierując się do sali, gdzie leżał. Z drugiej strony chciałem być już tuż obok niej, nie byłem w stanie hamować się przed przebywaniem w jej towarzystwie. To uzależnienie zaczynało mnie przerastać i to mnie przerażało – wizja ostatecznej klęski równałaby się z czymś, czego na dobrą sprawę chcę uniknąć.
Nie mogę jej stracić.
Nie mogę jej stracić.
Trochę się bałem, zostawiając ją tam samą, ale wiedziałem, że chciała pobyć z bratem trochę sam na sam, co w pełni rozumiałem. Cóż, możliwości do spędzenia ze mną czasu będzie jeszcze miała – nie zostawię jej teraz na pastwę losu, nawet jeśli Rolandowi się to nie podoba.
Wchodząc do sali, w której leży, poczułem się co najmniej dziwnie – szpitalny zapach najnormalniej w świecie odrzucał i prowokował odruchy wymiotne. Gdyby nie przyjaciel i ona to unikałbym tego miejsca zdecydowanie o wiele dłużej. Dla nich musiałem się przełamać.
Niepewnie kroczyłem wzdłuż korytarza, słysząc jej łkania i szepty, które sprawiały, że wszystko we mnie pękało. Jej uczucia oddziaływały na mnie i to było okropne. Nie chciałem, żeby kiedykolwiek więcej cierpiała.
Niepewnie kroczyłem wzdłuż korytarza, słysząc jej łkania i szepty, które sprawiały, że wszystko we mnie pękało. Jej uczucia oddziaływały na mnie i to było okropne. Nie chciałem, żeby kiedykolwiek więcej cierpiała.
- Mam tylko Ciebie... Przeżyję wszystko, absolutnie...
Chciałem jej powiedzieć, że jestem tylko dla niej i może na mnie polegać. Chciałem, ale coś mnie powstrzymywało. To nie była odpowiednia chwila na słowa, bardziej na czyny. Pierw musiałem jej to pokazać, na słowne zapewnienia jeszcze przyjdzie czas.
Była tak zaabsorbowana osobą swojego brata, że nawet nie zwróciła uwagi na to, że ktoś wszedł do środka. Dopiero gdy się odezwałem, pozornie wróciła do „żywych”.
- Doznał wstrząsu mózgu i jest trochę poturbowany. Medycy utrzymują stan śpiączki po to, aby szybciej doszedł do siebie. Będzie dobrze, Mała, zobaczysz - nie była zbytnio przekonana moimi słowami – w jej głowie pewnie tak samo krążyły czarne myśli, które doprowadzały ją do obłędu. A to wszystko dopiero miało się zacząć...
Przez chwilę jeszcze trwała przy Philu, po czym powolnie się podniosła, kierując się w stronę wyjścia.
Jeśli dotychczas towarzyszyła mi panika, to nie wiem, jak mogę określić to, co poczułem, gdy nie osunęła się tuż przede mną. Miała wyciągnięte ręce, jakby szła do mnie, próbując doszukać się we mnie... wsparcia. A teraz? Widziałem, że jest osłabiona, ale żeby aż tak? Czy może to wszystkie dotychczasowe emocje stwierdziły, że to czas na niekontrolowany „odpoczynek”?
Czułem się gorzej niż przerażony. Wziąłem ją na ręce i jak idiota wybiegłem z sali, na oddziale szukając ratunku.
- Pomocy! - krzyczałem spanikowany, będąc obserwowanym przez pielęgniarki, które nawet nie próbowały reagować. Głupie pindy. - Dziewczyna mi zemdlała!
Może i to wszystko wyglądało komicznie, ale okropnie się bałem.
Tak naprawdę nie wiedziałem, jakie było tego podłoże – może na przykład była na coś chora i nie przyjęła leków w wyznaczonej porze? Albo to po prostu było to jednak osłabienie organizmu? Albo jeszcze cokolwiek innego?
Dotarło do mnie wtedy, że na dobrą sprawę jej nie znałem. Nie wiedziałem, jaki kolor lubi, co czytywała. Nie znałem jej porannych zwyczajów, czy też tego, co się z nią działo, gdy się wściekała... Nie wiedziałem, ale chciałem to poznać. Chciałem widzieć ją w każdym, w dosłownie każdym stanie. Chciałem to wszystko poznawać każdego kolejnego dnia naszej wspólnej przyszłości. Chciałem tego, naprawdę. Ta niewytłumaczalna magia przyciągała mnie do niej tak bardzo, że przez najbliższe dziesięciolecia nie zwariuję na punkcie jakiekolwiek dziewczyny.
wesołych walentynek, moje drogie :) kolejny rozdział w poniedziałek.

Ile razy mówiłam jakie to piękne? Nie wiem ale powiem to po raz kolejny <3333
OdpowiedzUsuńCuuuuuuuudo ❤❤❤❤
Najlepsze ❤❤❤❤❤❤
Czekam <333
"Dziewczyna mi zemdlała!" XDDDD To ratuj ją wariacie! XDDD
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wkrótce lepiej ją "pozna" i nie tylko w ten sposób :D
Wspaniały rozdział! :*
Czekam na kolejny! ❤