poniedziałek, 15 stycznia 2018

Der Verlust - 07.

Nie mogłem zostawić jej samej. Nie byłem w stanie ruszyć dupska i tak po prostu opuścić jej pokoju, jakaś niewytłumaczalna siła zmuszała mnie do pozostania na swoim miejscu i patrzenia się na nią. Tak po prostu. Siedziałem więc jak idiota i obserwowałem siostrę mojego kumpla w swojej najprawdziwszej postaci. Patrzyłem się na to, jak w końcu nie musi nikogo udawać i zachwycałem się nią, jakby była największym dziełem sztuki. To podchodzi pod jakąś psychozę, czy jeszcze trochę mi do tego brakuje?
Będąc w tym pokoju, tuż obok niej, czułem wewnętrzny spokój, bo była bezpieczna. Byłem przy niej, a jej nic się nie działo. No nie wiem, nie mogłoby już tak być dłużej?
Jednakże w końcu pokonałem tę dziwną siłę i niechętnie zszedłem na dół. Już i tak wykorzystałem cały zapas szczęścia na nadchodzące stulecie.
Będąc już na parterze usłyszałem dźwięki świadczące o tym, jakoby gospodarz domostwa zdecydował się wrócić... Oh, ja to jednak mam wyczucie.
Philipp trochę słaniał się na nogach, a jego oczy dziwnie błyszczały. Świetnie, bawił się we mnie. Jeszcze tego brakowało do pełni szczęścia... Chociaż nie, przecież mogło być gorzej – mógł powrócić w towarzystwie pierwszej lepszej laski, która, napalona na niego, składałaby mu niemoralne propozycje.
- Co tu robisz - warknął, gdy w końcu trafił pijackim wzrokiem na mnie. Chwilę się popatrzył i wtedy dopiero zabrał głos. Musiał sobie przecież przypomnieć, kto spowodował, że doprowadził się do takiego stanu.
Nie chcąc bardziej mu się narażać milczałem. Ale w głowie próbowałem odpowiedzieć sobie na to „pytanie” i... nie wiedziałem, nie byłem w stanie znaleźć poprawnej odpowiedzi. Powinienem być u siebie, spać, wariować, albo robić cokolwiek innego. Nie powinienem tu siedzieć, czekać na niego. Nie powinienem tu siedzieć i być przy niej...
Ale nie żałuję tego, co dziś się działo, co sam zrobiłem. Poznała mnie od tej innej strony – wiadomo, że tej lepszej. Mam skrytą nadzieję, że się przekona i... pozwoli mi zbliżyć się do siebie jeszcze bardziej. Nie odrzuciła mnie, kiedy zaoferowałem jej swoje ramię, kiedy obejmowałem... To musi pójść do przodu. Jak już to zacząłem, to muszę iść dalej. Muszę przezwyciężyć swoje obawy.
Kurwa, znów się zamyśliłem. Znów zawędrowałem myślami do niej... Jeszcze tego mi teraz brakowało.
- Czekałem na Ciebie?
- Po co? Może coś jeszcze przede mną ukrywasz, co? - przełknąłem ślinę, zaklinając siebie, po co się odzywałem. Ukrywałem, i to o wiele za dużo. I to o wiele gorsze sprawy, niż te związane z Bartschem. Jeśli się dowie, to nigdy mi tego nie wybaczy... - Co jeszcze wiesz o nich, hm?
Boże, w co ja się wjebałem. Teraz mam jeszcze rozmawiać z pijanym i wściekłym na mnie gościem? Czy w tym miejscu, gdzie był, to nikt mu nie powiedział, że jemu tego alkoholu już wystarczy?
- Widziałem ich razem. Kilka razy - zacząłem lakonicznie. - Po prostu się spotykali i zachowywali jak typowa para nastolatków. Nic więcej.
Tak naprawdę sam próbowałem się przekonać do tego, że były to tylko buziaki i trzymanie się za rękę. Że się do niej nie dobierał i nie robił tego, na czym najbardziej mu zależało... Niestety nie udało mi się tego zrobić, w przeciwieństwie do Herchera. Nadal wsiąkał to wszystko, jak gąbka wodę.
- Tylko?
- Tylko - powiedziałem cicho, próbując brzmieć pewnie. Aby chociaż on w to wierzył, bo dla mnie było za późno.
- Ivan, ja się o nią boję - wyznał cicho. - Ona cierpi, rozumiesz? Cierpi, bo oprócz Bartscha jest jeszcze ktoś...
Zląkłem się i to nie na żarty. Jeszcze ktoś?!
- Ale ona wie, że nie ma u tego kogoś szans - kontynuował. - Boję się, że Bartsch jest tylko po to, żeby... o nim zapomniała. Kiedyś tak robiła, wiesz?
Po usłyszeniu tych wszystkich rewelacji musiałem aż podeprzeć się ściany. „Spotyka” się z Bartschem tylko po to, aby... zapomnieć? Zapomnieć o tym, że coś czuje do kogoś? Kurwa, to tak podobnie brzmi... Nieprawdaż?
Ta sytuacja robi się coraz bardziej pokręcona. Pojawiły się kolejne pytania, na które potrzebowałem odpowiedzi. Odpowiedzi, których w stanie udzielić mi była tylko sama zainteresowana... Chociaż może Phil będzie bardziej łaskawy do pomocy?
- Kiedyś tak robiła?
- Gdy była w pierwszej klasie liceum poznała takiego typka, chyba miał na imię Peter. Mniejsza - na chwilę przerwał, ciężej sapiąc. Nie miał wprawy w zaprawianiu się. Oparł się również o pobliską szafkę. - Szalała na jego punkcie, a on... Okazał się frajerem, który gdy tylko się do niej dobrał, to odszedł, zostawiając na lodzie. To wydarzenie zmieniło i to diametralnie. Zaczęła imprezować, a miała raptem szesnaście lat! Paliła... Nie, nie tylko papierosy - ja... Nigdy bym się nie spodziewał, że Chloe... Była do tego zdolna.
Podrapałem się po głowie, odbijając od ściany. To wszystko sprawiło, że mętlik wrzucił swój szósty bieg. Zraniona Chloe uciekała w ramiona imprez. Cierpiąca Chloe ucieka w ramiona Bartscha... Cholera, muszę jakoś to powstrzymać, nim będzie za późno.
- Jeśli coś wiesz, to, proszę, powiedz mi. Sam widzisz, w jaki jest stanie. Ona jest taka delikatna... Wtedy prawie straciłem. Teraz nie mogę jej stracić, mam tylko .
Chciałem mu pomóc, jednakże nie mogłem. Bałem się, po prostu się, kurwa, bałem.
Patrząc się na przyjaciela czułem ból. Wspominanie przeszłości i czyhającej straty... Widać, że to powodowało u niego negatywne odczucia.
Do mnie też to w pewien sposób docierało. Wyobraźnia nie pozostała bierna na słowa Herchera i podsyłała mi różne obrazy, które nie były zbyt przyjemne. Możliwe, że i go też prześladowały...
- Chodź, Phil, usiądź na kanapie - skinął mi głową i powoli przeszedł do salonu. Był zmęczony, dobity i pijany, co dawało nieziemską mieszankę wybuchową. Aż dziw, że nie padł w trakcie tej „rozmowy”. - Zrobić Ci coś do picia?
- Jasne - odpowiedział, a ja zniknąłem w kuchni.
Nim zrobiłem mu i sobie tę herbatę, sięgnąłem po telefon, aby zobaczyć, która godzina. Druga czternaście, a ja jestem w kuchni i będę obsługiwał wstawionego przyjaciela, który jeszcze dziesięć minut temu wieszał na mnie psy, że coś przed nim ukrywam. Eh, czego to się nie zrobi dla kumpli.
Tuż pod godziną miałem powiadomienie o nowej wiadomości. Nadawcą był Roland, nasz wspólny kumpel.
Schwarz: Nie wiem, co żeś odjebał, ale wiedz, że Hercher teraz się upija.
SMS przyszedł wtedy, kiedy siedziałem jeszcze na górze i patrzyłem się na Hercherową. Kiedy zachowywałem się gorzej, niż niejedna nastolatka.
Kiedy byłem szczęśliwy.
Dużo bym oddał, aby wrócić do tamtej chwili i już nie musieć stamtąd wychodzić. Wtedy wiedziałbym mniej, byłbym o wiele spokojniejszy. Najwyraźniej tak nie mogło być i za swoje zachowanie muszę ponieść karę.
Tuż obok tamtej wiadomości była jeszcze jedna.
Schwarz: Ma to coś związanego z Chloe, prawda?
Roland tak jakby się domyślił, że ja coś do niej. Nie wiem jak, czy aż tak po mnie to widać? Gdyby tak było, to na pewno byłbym już martwy, bo Philipp może na takiego nie wygląda, ale sporo się domyśla. Jednakże miałem szczęście i nadal nie był świadomy tego, że na widok jego siostry szaleję. I oby ten stan rzeczy się zachował.
ja: Skoro coś się dzieje, to ja już muszę być winny?
Na wiadomość zwrotną nie musiałem czekać długo. Nim odczytałem, musiałem odetchnąć. Przy okazji też zrobiłem te herbaty, bo byłoby to podejrzane, gdybym tam wrócił z pustymi rękoma.
Schwarz: Tak, bo cały czas powtarzał, jaki to Ty nie jesteś. Tuż obok mówił o Chloe, o tym, że dzieje się z nią coś złego i nie wie, co może na to zaradzić.
Schwarz: Jeśli się dowiem, że coś się dzieje, to nie skończy się to zbyt miło.


1 komentarz:

  1. Weź ty mnie zbij, zabij cokolwiek xD
    Byłam tydzień temu ale zapomniałam skomentować XD brawo ja XD
    Cuuuudeńko jak zawsze <3
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń