Poczułem, jak ktoś trzęsie moimi ramionami. Machinalnie pomachałem rękoma w geście obronnym, po czym chciałem się obrócić w bok, jednakże dotarło do mnie coś dość istotnego – spałem na siedząco, w dodatku nie u siebie. A osobą, którą mnie budził, był Hercher.
Po kiego grzyba ten idiota wyrywał mnie ze snu, skoro siedziałem z nim niemal do czwartej? Niemal do czwartej wysłuchiwałem jego lamentów i ataków rozpaczy, dowiadując się przy okazji nieco o jego siostrze. Jeszcze przerwał mi jeden z najlepszych snów, jakie kiedykolwiek miałem. Cóż, coś za coś, jak to mówią.
- Co jest... - jęknąłem, a w to sumie wycharczałem. Od wypicia tej herbatki musiało już minąć trochę czasu, przez co mój organizm domagał się nawodnienia. Jednakże nie teraz.
- Stul pysk i słuchaj - powrócił do pozycji siedzącej, odrzucając na bok koc. Przetarłem oczy, przeciągając się. Jednocześnie też próbowałem cokolwiek usłyszeć. I zobrazować sobie swój sen.
- Chcesz coś do picia? Może zjeść? - nie musiałem się zastanawiać, kto jest jej rozmówcą... Cóż, o wiele za szybko się tego przekonałem.
- Za pierwszą podziękuję, ale z drugiej... Z chęcią zjadłbym Ciebie - niepewnie zerknąłem na Phila, który po tych słowach pobladł, a mi zrobiło się niedobrze. Czemu to wszystko nie mogło być tak, jak w moim śnie? Czemu ten szczyl musi chodzić po tej samej ziemi co ja?
Nim bezczelnie zostałem wyrwany z marzeń sennych, przeżywałem coś niesamowitego. Nigdy nie widziałem jej w takim amoku. Nigdy nie widziałem żadnej kobiety, która tak sprawnie okładała faceta, który był zdecydowanie od niej silniejszy.
Naprawdę nigdy.
Dlatego ten wyczyn uświadamiał mnie, że był to najzwyklejszy sen. Jednakże potwornie przyjemny...
Tuż po tym, jak wyżyła się na Bartschu, z triumfem wymalowanym na twarzy podbiegła do mnie, uwieszając mi się na szyi. Na nią w tym stanie mógłbym się patrzeć do końca życia. Ta radość... Była taka prawdziwa. Ten uśmiech... Jej bliskość...
Niestety był to zwykły sen. Byłem w ich domu i słuchałem napalonego Bartscha, który najchętniej zaliczyłby ją na stole w kuchni.
Odetchnąłem ciężej, odchylając głowę do tyłu. Nie wiem, czy był świadomy mojej obecności, tego, że oboje nie śpimy, czy po prostu taki jest. Nie wiem, może po prostu nie brał pod uwagę tej możliwości, że w ogóle mogę być w pobliżu kilometra od niego?
- Nie zdzierżę go dłużej - warknął do siebie Philipp, strzelając z palców. Byłem nim w tej chwili. Nim, z tą różnicą, że on tak na dobrą sprawę nadal nic nie wiedział. Z jednej strony chciałbym być na jego miejscu. Ale z drugiej ta niewiedza by mnie zniszczyła od środka.
Cóż, wszystko byłoby prostsze, gdybym się w niej nie zakochał.
Cóż, wszystko byłoby prostsze, gdybym się w niej nie zakochał.
Taka prawda.
Gdyby nie uczucia, to na dobrą sprawę nie byłoby tego, co jest teraz. Bartsch byłby dla mnie powietrzem, a Chloe po prostu siostrą kumpla. Niestety nie jest to możliwe.
Gdyby nie uczucia, to na dobrą sprawę nie byłoby tego, co jest teraz. Bartsch byłby dla mnie powietrzem, a Chloe po prostu siostrą kumpla. Niestety nie jest to możliwe.
Wszelkie zapory we mnie pękły, kiedy Hercherowa zjawiła się w polu naszego widzenia. Po rewelacjach minionego wieczora i nocy ciężko było hamować mi się z uśmieszkiem idioty. Znów chciałem zrobić to, co w nocy. Jednakże przy Philippie byłoby to równe z moją śmiercią. Więc musiałem ze sobą walczyć.
Oderwanie się od myśli o niej przyszło w sumie szybko i zmieniło się w chodzącą nienawiść. W progu, tuż obok niej, stanął on. Kątem oka obserwowałem przyjaciela, który w ogóle nie powstrzymywał się z okazywaniem swoich uczuć. Nieprzerwanie nieprzyjemnie łypał w stronę gościa swojej siostry, który spoglądał to na nią, to na mnie.
Kiedy Chloe żegnała się z bratem, jego uwaga skoncentrowała się na mnie, a na jego twarzy zagościł chytry uśmiech wypełniony jednoczesną nienawiścią. Do mnie rzecz jasna. Chyba niewystarczająco oberwał. Zdecydowanie...
Kiedy zniknął mi z widoku, spróbowałem się ogarnąć, co sprawiało mi trochę kłopotu. Jego obecność już popsuła mi dzień.
- Boże, ona jest ślepa - westchnął ciężko przyjaciel, podnosząc się z kanapy. Zabrał swój koc, potem jeszcze jakiś i na chwilę gdzieś uciekł. Odetchnąłem głębiej, licząc pod nosem do dziesięciu. Nie powiem, pozornie mi przeszło.
- Głupia też, ale to jest ten wiek - zaśmiał się cicho, aby na powrót spoważnieć. Nieprzerwanie krążył po domu, co chwila wchodząc i wychodząc z tego pomieszczenia. Dobrze mi się zdawało, czy on właśnie sprzątał? - Brakuje jej mamy, takiej doświadczonej „poradni”, która pomogłaby jej zrozumieć, że to, co obecnie robi, jest złe. Niestety we mnie nie widzi kogoś takiego... Po części ją rozumiem – nie chciałbym rozmawiać z rodzeństwem o swoich obiektach westchnień. Po pierwsze – jest to krępujące, po drugie – nie zrozumiałbym jej tak, jakby chciała. Po trzecie to... trochę zawstydzające. Więc muszę żyć w tej niewiedzy i z bezradnością przyglądać się, jak popełnia błąd życia, nawiązując bliższe relacje z Bartschem.
Zamilkł na dłuższą chwilę, zatrzymując się na środku salonu. Podrapał się po głowie, rozejrzał, na chwilę wyłączył z życia, aby szybko wrócić i spytać:
- Co powiesz na to, żebyśmy się ogarnęli przed treningiem?
Zaśmiałem się, kręcąc głową. Rozumiem, ma mnie dość. Moja obecność jest wystarczająco męcząca. A gdyby dowiedział się jeszcze tego, co siedzi mi w głowie... Oj, miałbym zakaz zbliżania się do niego. Do niej również.
- Chcesz mnie grzecznie wyprosić ze swojego domu, co nie? - wzruszył ramionami, a ja wstałem i podszedłem do niego. - Nie no, rozumiem. Sam muszę się doprowadzić do kultury. Ty w sumie też, bo wyglądasz na takiego wczorajszego - posłał mi kuksańca, parskając śmiechem. Pożegnaliśmy się i każde z nas udało się w swoje miejsce. Phil zapewne do łazienki, a ja do samochodu.
W trakcie drogi powrotnej znów wróciły myśli związane z tym snem. Mimo prób nie byłem w stanie przypomnieć sobie powodu, dlaczego rzuciła się na niego. Cóż, może moje nadzieje, że dowie się jego prawdziwych pobudek, chociaż tam się zrealizowały? Czy moja wyobraźnia nie daje mi spokoju nawet we śnie?
Pod prysznicem znów rozmarzyłem się na temat wydarzeń z wieczora, z wtedy, kiedy byliśmy sami. Kiedy była tak blisko mnie, kiedy wręcz czułem bicie jej serca, ciepło jej ciała...

Rozpływam się ❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńCudo ❤❤❤❤
Oh końcówka najlepsza, dosłownie rozpływam się razem z nim, on zakochał się w niej, a ja w tym rozdziale :D <3
OdpowiedzUsuńCzekam teraz na ciąg dalszy ;)
Świetny rozdział <3