Coś się psuło. I to nie tylko u mnie.
Tę zmianę na gorsze u niej widziałem już od dłuższego czasu, co mnie wystarczająco bardzo niepokoiło. Ale to, co się działo od ostatniego tygodnia... Nie wiem, nie miałem słów na określenie tego stanu.
Philipp podejrzewał, że z jego siostrą jest źle. O wszystko obwiniał Bartscha, u którego bywała każdego popołudnia, jak i nie cały dzień – nie musiałem być u nich w domu, aby być świetnie poinformowanym, Bartsch świetnie sprawdzał się w roli swoistego „szpicla”.
Czemu miałem wrażenie, że Chloe przytłaczała ta sytuacja? Że to wszystko dzieje się tylko i wyłącznie przez niego? Po tych pytaniach nasuwało się jeszcze jedno, dość oczywiste: jeśli to nie było dla niej dobre, to dlaczego to robiła? Czemu w ogóle mogła robić coś wbrew sobie?
Rozmyślałem nad tym po raz kolejny, kierując się do Hercherów. Przeczucie uparcie nie dawało mi spokoju, musiałem tam wpaść z niezapowiedzianą wizytą, która miała przynieść mi odpowiedź. Musiałem czegoś się dowiedzieć, co przez ostatnie siedem dni szło mi gorzej niż fatalnie.
Jednakże za nic w świecie nie spodziewałem się tego, co ujrzałem, kiedy tylko zadzwoniłem do ich drzwi.
Stała tam, na tym korytarzu, roztrzęsiona. Kompletnie zapłakana. Jej ciałko przeszywały silne dreszcze, praktycznie ledwo trzymała się na nogach.
Coś jej zrobił. Ten kutas ją skrzywdził.
Chciałem ją przytulić, sprawić, żeby poczuła bezpieczeństwo. Jakoś jej pokazać, że nie jest dla mnie obojętna. Tak, żeby Philipp się nie domyślił. Cóż, musiało wystarczyć „zwykłe” dotknięcie jej ramienia.
- Zrobił to, prawda? - syknąłem, przesiąknięty nienawiścią do niego od stóp po czubek głowy. Wystarczył najzwyklejszy gest, który potwierdziłby moje obawy, a nie wytrzymałbym i ruszył wymierzyć sprawiedliwość. Jednakże jak to zwykle bywa w moim przypadku – Chloe unikała odpowiedzi na pytanie dotyczące jego osoby.
Jak jeszcze mogłem to przeżyć, to świadomość tego, że Phil usłyszał naszą króciutką wymianę zdań, a raczej moje pytania... Świetnie, Kneza, właśnie sam wydałeś na siebie wyrok śmierci.
Tego spojrzenia nie zapomnę nigdy, naprawdę. Na szczęście ludzie nie mają możliwości zabijania wzrokiem, bo oboje byśmy już nie żyli.
Był wściekły. Nieziemsko wściekły, co było widokiem niezmiernie rzadkim. Musiałeś nieźle przeskrobać, żeby doprowadzić go do takiego stanu. Cóż, ja, swoją wiedzą i nie poinformowaniem go o tym, nieźle go wkurwiłem. Łagodnie mówiąc.
Chloe miała ten przywilej, że mogła uciec – w końcu tu mieszkała. Od odpowiedzialności najłatwiej jest się wymigać w najprostszy sposób – zwiać jak najdalej się da.
Ja miałem zdecydowanie ciężej.
Najpierw musiałem przeżyć te wszystkie pioruny, jakimi we mnie ciskał. Później obserwowałem, jak próbował ze sobą walczyć, żeby mi nie przyjebać. Tak dla obowiązku i pozbycia się negatywnych emocji.
- Co to się, do kurwy nędzy, odpierdala?! - jego głos brzmiał naprawdę śmiesznie, kiedy był w takim stanie. Jednak powaga sytuacji nie pozwalała mi na parsknięcie śmiechem. Nawet nie było mi do śmiechu. Zasłużyłem na coś takiego.
Ja, jak to ja – standardowo nic nie odpowiedziałem. Nie wiedziałem nawet, co się nada, aby mu odpowiedzieć. W głowie miałem kompletną pustkę, aby wymyślić sensowne kłamstwo. Phil znów walczył z emocjami, aby nie potraktować mnie jak worka treningowego. Znów mu się udało, a szkoda. Przydałoby mi się coś takiego. Może wyleczyłbym się z uczucia do niej.
Wybacz, stary, ale nie mogę. Nie mogę wydać na siebie wyroku, który jest gorszy od śmierci. Po prostu nie mogę.
Próbowałem się zebrać, aby chociaż go przeprosić – w sumie było za co, bo ukrywałem przed nim dość istotne informacje – aczkolwiek standardowo zabrakło mi odwagi i tylko odprowadziłem go spojrzeniem do wyjścia.
Zostałem z nią sam w ich domu.
Znów zostałem sam.
Znów zostałem sam.
Nie czekając ruszyłem na górę, gdzie uciekła. Nie chciałem źle myśleć i wykrakać czegoś, ale miałem wrażenie, że jest zdolna do wszystkiego Już gdzieś w połowie drogi słyszałem jej szloch, który sprawiał, że coś się we mnie łamało. Coś, co powiększało pragnienie, aby zamknąć ją w swoich ramionach i zapewnić, że nade wszystko u niej będzie dobrze. Przyrzec, że dokonam wszystkiego, byleby była bezpieczna.
- Chloe - wyszeptałem, kucając przed nią. Niepewnie działałem; widziałem, jak drżą mi dłonie. Powoli odsunąłem jej ręce, aby móc spojrzeć na jej twarzyczkę. Nie wiem, co zobaczyła na mojej, ale grymas smutku jeszcze bardziej się powiększył. A poczucie winy urosło we mnie do gigantycznych rozmiarów.
Przestałem panować nad sobą, dlatego zrobiłem coś, o co nigdy bym siebie nie podejrzewał – chyba w końcu postanowiłem wykorzystać okazję, jaką podsuwał mi los. Powoli przybliżałem się do niej – nie chciałem, aby uciekła ode mnie z krzykiem, czy żeby nie pomyślała, że chcę wykorzystać nieobecność jej brata i... coś jej zrobić.
Bo nie chciałem.
Nigdy nie myślałem o niej w ten sposób. Znaczy się te myśli się pojawiały, ale nie stanowiły one dla mnie priorytetu. Zdecydowanie bardziej liczyło się dla mnie jej dobro.
Nigdy nie chciałem zrobić jej czegokolwiek złego. Chciałem być dla niej źródłem poczucia bezpieczeństwa. Być kimś, kto byłby dla niej wszystkim, do kogo mogłaby zwrócić o wszystko, niczego się nie obawiając. Chciałem, żeby mogła całemu światu obwieścić, że jestem tylko jej. Może brzmiałem jak niespełniony romantyk, ale taka prawda.
Jednakże zejdźmy do rzeczywistości. Nigdy nie będę jej, nie zagwarantuję jej bezpieczeństwa i jestem kompletnym idiotą, debilem, kretynem i tym podobne. Rozwaliłbym konkurencję, gdyby zrobili konkurs „Największy debil w Północnej Bawarii” ewentualnie rozszerzając drugą edycję o całe Niemcy.
- Chloe, powiesz mi w końcu całą prawdę?
Jednakże zejdźmy do rzeczywistości. Nigdy nie będę jej, nie zagwarantuję jej bezpieczeństwa i jestem kompletnym idiotą, debilem, kretynem i tym podobne. Rozwaliłbym konkurencję, gdyby zrobili konkurs „Największy debil w Północnej Bawarii” ewentualnie rozszerzając drugą edycję o całe Niemcy.
- Chloe, powiesz mi w końcu całą prawdę?
Znów zaczęła się nasza gierka, nazwana przez nią „próbą wymigania się od odpowiedzi”. Ja próbuję uciec i nic nie powiedzieć?.. A ona?! Nie jest lepsza...
- Znowu to
robisz - była u kresu płaczu. Ze złości. Bo oboje byliśmy świadomi naszej sytuacji, mimo to zachowywaliśmy się jak te dwa tumany. Bo jakby inaczej.
- Niby co?
- Wymigujesz
się. Kiedy ja się chcę czegoś dowiedzieć, to Ty znajdujesz pretekst, aby nie
udzielić mi na to odpowiedzi.
Bo nie mogę, wewnętrzne „ja” mnie blokuje, chroniąc przed finalną przegraną i stratą bliskich mi osób. Nie mogę sobie pozwolić na coś takiego.
- Chloe... To
nie jest takie łatwe, na jakie to wygląda.
Miałem świetną okazję, aby jej to wszystko powiedzieć, otworzyć się, ale... po co mam to robić? Wolę sobie oszczędzić niepotrzebnych porażek, w karierze jeszcze wiele mnie ich czeka.
Chociaż... Nie wiem, jednorazowy wyskok nie daje mi żadnej gwarancji.
Ale w tamtej chwili mi to wisiało. Korzystałem ze swojego szczęścia.
Czułem się jak w niebie, mogąc trzymać jej dłonie w swoich. Stąpałem po rajskiej ziemi, kiedy razem wchodziliśmy do jej pokoju. Czułem się jak pieprzony wygryw, kiedy widziałem, jak zasypia.
Siedziałem na parapecie, przyglądając się jej spokojnej twarzy. Kiedy spała, kiedy nie musiała mieć żadnej z masek... Wyglądała jeszcze piękniej niż zazwyczaj. Nie mogłem się na nią napatrzeć. Może zachowywałem się jak zakochany gówniak, ale taka okazja nie zdarza się zbyt często.
Mogłem tam siedzieć i patrzeć się na nią do końca świata. Po prostu to pokazywało mi, jak bardzo się wpadłem... I jak bardzo nie chcę wyjść z tego stanu.
Kiedy miałem pewność na milion procent, że śpi, zrobiłem coś, co siedziało we mnie od początku tego wszystkiego. Teraz mogłem sobie pozwolić.
Po cichu podszedłem jak najbliżej niej. Przykucnąłem, zaklinając w duchu wszystko i wszystkich, kiedy tylko strzeliły mi stawy, bo ten hałas mógł ją obudzić. Na szczęście tak się nie stało. Odczekałem jeszcze kolejną chwilę, nachyliłem się...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz