poniedziałek, 18 grudnia 2017

Einfältige - 03.

Kurwa, moja desperacja tego wieczora osiągnęła swoje apogeum. A to miał być dopiero „piękny” początek tego wszystkiego... Zdecydowanie musiałem w poprzednim wcieleniu srogo przeskrobać, że teraz mam taką karę. Inaczej tego nie widzę, powaga.
Hercher znów gdzieś polazł, zostawiając mnie samego z nią. Przez dłuższą chwilę się jej przyglądałem, nie musząc się obawiać o potępienie swoich działań. Mimo tego, że nie wiedziałem, czego chcę się doszukać.
Znów była przygnębiona.
- Wczoraj taka nieśmiała nie byłaś - burknąłem, przerywając ciążącą nad nami ciszę. Atmosfera raptownie zgęstniała, a Chloe sprawiała wrażenie, jakby zaraz miała odlecieć. Kurwa, dlaczego to powiedziałem takim tonem? Kneza, Ty popierdoleńcze.
- W jakim sensie?
- Nie udawał głupiej - widzę, że nie tylko ja robię z siebie idiotę. Idealnie byśmy do siebie pasowali. - To, że ze sobą praktycznie nie rozmawiamy nie znaczy, że nie wiem, jak wyglądasz i nie mam prawa wiedzieć, co robisz - tę część wypowiedzi powiedziałem już spokojniej, łagodniej. W końcu nie jestem od potępiania jej zachowania.
W przeciwieństwie do mnie milczała. Ja natomiast szedłem dalej.
- Philipp wie, że masz chłopaka? - Bartsch i określanie go mianem chłopaka to czysta sprzeczność. Jednak tylko ja o tym wiem.
Zachowałem się jak kompletny idiota, ale przynajmniej czegoś się dowiedziałem. Znaczy się mój mózg przetworzył otrzymane informacje po swojemu, dużo od siebie dodając. Chwilami o wiele za dużo...
Chloe wtedy mi odpowiedziała, że Bartsch nie jest jej chłopakiem. Tłumacząc to po mojemu – nic dla niej nie znaczy. Z automatu nasuwało mi się pytanie, bardzo istotne zresztą: dlaczego w ogóle pozwalała mu wtedy na to wszystko? Co z tego mogła mieć?
Cóż, na to już nie otrzymałem odpowiedzi. Muszę do tego wrócić, choćby i się paliło. Dowiem się. Nie wiem kiedy, ale to zrobię.

Kolejne trzy dni minęły w miarę spokojnie. Jeśli pod „spokojnie” można określić to, co się dzieje w moim życiu od kiedy Bartsch mnie „szantażuje” i zasypuje swoimi dennymi wiadomościami.
Niemiec odezwał się tylko raz. Napisał mi, że swoje chyba zrobił, w co nawet nie próbowałem wierzyć. Nękał mnie ponad dwa miesiące tylko po to, żeby przelizać się z nią na moich oczach? Czy w tej bajce były może smoki?
Nie widziałem też przez te trzy dni Chloe, powolnie zaczynałem fiksować, bo kontrolę nad sobą straciłem już wcześniej. Zatrzymywałem się pod jej szkołą, próbując jej, notabene daremnie, wypatrzeć.
Moritz równie bezskutecznie próbował znaleźć sposoby, abym zbliżył się do niej. Trenowałem codziennie po przynajmniej trzy godziny, starając powrócić do letargu, jaki ogarnął mnie w niedzielę wieczorem.
Co noc zjawiała się w moich snach. Życie pełne wrażeń, nieprawdaż?
Hercher na popołudniowym treningu w środę odpicował się niemal jak struś w Boże Ciało, co mogło zwiastować jedno – jej obecność... Momentalnie się upewniłem, szczerząc się sam do siebie.
Była.
Opierała się o barierki, leniwie obserwując boisko, na którym zbierali się wszyscy. Jednakże sam długo nie mogłem się jej przyglądać, bowiem przywołał nas do siebie Köllner.
Trener zarządził rozgrzewkę, a my zaczęliśmy biegać wkoło boiska. Naszym poczynaniom przyglądała się niewielka grupka ludzi, w tym ona. Gdyby nie jej brat, to może nawet bym się popisywał, ale ostatkami sił walczyłem ze sobą, aby znów nie zrobić z siebie jeszcze większego kretyna w jej oczach. Przy ćwiczeniach starszy Hercher z początku dziwnie się prężył i wyginał, a mniej więcej w połowie zmienił swoje zachowanie...
- Nowe korki i tak nie sprawią, że będziesz lepszym piłkarzem - rzuciłem zaczepnie w stronę Philippa, który wyglądał na dziwnie spiętego, a jego wzrok zawiesił się w pobliżu barierek. Także tam spojrzałem, po chwili ogarniając co się właśnie stało. Zrobiło mi się duszno, nogi nagle zmiękły.
Chloe nie było.
- Stul pysk, baranie, siostra mi zniknęła! - jęknął rozpaczliwie, a ja przewróciłem oczami, chociaż też mnie to ruszyło. Chyba aż tak się nie nudziła, co nie?
W ostatniej chwili złapałem go za barki, kiedy tylko chciał pobiec w stronę wyjścia z boiska. Był gorszym desperatem ode mnie.
- Może spotkała tu kogoś znajomego? Nie ograniczaj jej!
- Jakbyś miał młodszą siostrę, to sam byś się tak zachowywał...
- Zdecydowanie przesadzasz, weź wyluzuj! - zganiłem przyjaciela odrobinę trzęsącym się głosem. Też się przejąłem... Choć nie powinienem. - Chloe jest praktycznie dorosła.
Chyba powiedziałem o parę słów „za dużo”, bowiem do końca treningu się do mnie nie odezwał. Dopiero w szatni pokazał mi telefon, w którym była wiadomość od niej. Okazało się, że spotkała znajomego i wróci sama. Znajomego... 
Tak naprawdę to nikogo stąd nie znała, chodziło o Bartscha, którego trening skończył się przed naszym. Philipp też to przeczuwał, ale miał jeszcze nadzieję, że się myli. 
- Jedziemy do mnie? - zagaił, kiedy już był po prysznicu, niemal kompletnie ubrany. - Jeśli wejdzie z nią to lepiej, żeby ktoś mnie powstrzymał. 
W pełni go rozumiałem. Znaczy się nie, nie w pełni. Philipp po prostu był zaborczy, a ja znałem całą prawdę o tej sytuacji. Tylko Chloe była tą naiwną... Chciałbym zrobić coś w tym kierunku, ale to zniszczyłoby naszą przyjaźń...

Hercher darzy mnie naprawdę ogromnym zaufaniem, zostawiając mnie samego w jego domu. Jeszcze brakuje tego, abym miał do niego klucze... No ale mniejsza.
Siedziałem w salonie domostwa Hercherów, dokładniej na ich kanapie, w dłoni trzymając pada od konsoli należącej do gospodarza, którego wywiało ponoć po jedzenie. Dlaczego mnie nie wysłał? Przecież to jego siostra. Fakt, sam się o nią zamartwiałem, ale tego nie miał prawa wiedzieć. To skończyłoby się czymś o wiele gorszym niż trzecią wojną światową.
Oderwałem wzrok od telewizora słysząc dźwięk otwieranych drzwi. 50% szans stanowił powrót Phila, druga połowa to pojawienie się Chloe. Ostatecznie wygrała druga opcja, a ja znów zacząłem robić z siebie idiotę i podłego kłamcę.
- Wiedziałem, że dobrze kojarzę tę twarz - powinni mi wcisnąć Oscara za tę grę aktorską, naprawdę. A za głupotę wpakować do ośrodka specjalnej troski.
- Gdzie Phil? - zignorowała moją wypowiedź, przechodząc do spraw bardziej konkretnych. Westchnąłem ciężko, wewnętrznie się ganiąc za swój debilizm i nieprzemyślane działania.
- Pojechał po coś do jedzenia i kazał mi zostać, jakbyś w końcu zdecydowała się wrócić. Powiesz mi, kim on dla Ciebie jest?
- Czemu się tak bardzo tym interesujesz? - bingo! Wiesz, skarbie, dlaczego? Bo chcę wiedzieć, czy już mogę się zwijać i użalać się nad marnością tego świata, czy nadal mieć nadzieję, że może w przyszłym życiu nam się uda.
Nadal nie wiem, co mnie podkusiło, aby zbliżyć się do niej. To chyba ta gorsza strona mnie, która chce zagarnąć tylko dla siebie. Ta lepsza też, ale ona jeszcze próbuje się zachowywać się kulturalnie. Ta gorsza nie zna skrupułów.
Zatrzymałem się centralnie przed nią. Jej oczy wpatrywały się bezpośrednio we mnie, ich magnetyczność jeszcze bardziej przyciągała... Boże, ona jest wyjątkowa. Naiwna, ale cudowna. Przygryzła wargę, kiedy ja wewnętrznie walczyłem ze sobą, aby teraz nie przyprzeć jej do ściany i nie pocałować. Miałem do tego idealną okazję. Tylko kretyn by ją zmarnował, czyli.... finał jest dobrze znany.
Nasza rozmowa przypominała droczenie się – ona grała na zwłokę, ja grałem na zwłokę... Żadne z nas nie odpowiadało na pytanie innego. Do pewnej chwili...
- Co ta informacja zmieni w Twoim życiu? - palnęła, kiedy znów dzieliły nas ostatnie centymetry. Nie chciałem być gorszy, również zachowałem się nieodpowiedzialnie i powiedziałem bez zastanowienia:
- Może powstrzymać coś, co jest nieuniknione.


pewnie wpadnę przed świętami jeszcze, aczkolwiek już teraz życzę Wam wesołych, spokojnych i ŚNIEŻNYCH świąt. oby Dzieciątko suto Was zasypało prezentami!!

3 komentarze:

  1. Ivan taki gburowaty, oj oj, co ta miłość robi z człowiekiem :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Wow, cóż tu się dzieje.. Zakochany Ivan szaleje :D
    Ciekawie, nie powiem. Teraz czekam na ciąg dalszy ;)
    Nie wiem czy jeszcze uda mi się tu wbić na święta, więc również życzę Ci zdrowych i wesołych Świąt i najlepiej Ivana pod choinką ❤ :D
    Buziaki! :**

    OdpowiedzUsuń