Ale wiedziałem, że nie mogę działać aż tak impulsywnie. Ta cała sytuacja to chodząca bomba, a ja już prawie ciągnąłem za jej lont.
Siedziałem na tej skórzanej kanapie, bezsensownie wpatrując się w zatrzymany obraz gry. Chloe chwilę po moim odejściu sama zniknęła. Na całe szczęście, nie musiała się już dłużej patrzeć na chodzącą porażkę.
Dlaczego nie zebrałem się do kupy, kiedy los postawił przede mną możliwie najbardziej dogodną szansę? Czemu zachowałem się jak facet bez jaj, albo pizda – zależy jak kto woli – kiedy życie się nade mną łaskawie zlitowało? Teraz ta cała Opatrzność i inne podobne zwijają się ze śmiechu, bo Knežević to kompletny idiota.
Jęknąłem zrezygnowany, uderzając tyłem głowy o oparcie sofy. Jeśli nie umiem inaczej postąpić, to dlaczego nie jestem w stanie zapomnieć o niej raz na zawsze? Dlaczego nie umiem odejść, tylko nadal pcham się tam, gdzie po prostu mnie nie chcą?
Z takiej racji, że się zakochałem.
I jestem debilem.
Z takiej racji, że się zakochałem.
I jestem debilem.
Kolejne trzaśnięcie drzwi zmusiło mnie do natychmiastowego ogarnięcia się – wrócił Philipp. Podniosłem się z kanapy i ruszyłem do korytarza. Hercher zdejmował z ramion bluzę, rozglądając się po pomieszczeniu. Chyba próbował doszukać się obecności Chloe.
- Wróciła? - spytał, a ja skinąłem głową. - Jest sama? - i znów kiwnąłem. Ot, konkretna rozmowa.
- Będę się zwijał. Siema, młody.
Nie wiem, jak robotycznie i chamsko to zabrzmiało, ale w tamtym momencie mnie to nie obchodziło. Pożegnaliśmy się w stały sposób, po czym opuściłem ich dom jak najszybciej się dało. Nie mogłem już dłużej tam przebywać.
Długo siedziałem w samochodzie, bezsensownie gapiąc się w ekran telefonu. Na ekranie widniał numer do Moritza, kciuk wisiał dosłownie kilka milimetrów nad zieloną słuchawką. Wahałem się, czy zadzwonić, a powód był prosty: Leitner tyle się o niej nasłuchał, że ja gościa podziwiałem, że jeszcze nie zablokował mnie gdzie tylko się da. Oraz, że nie wystosował pisma do sądu o zakaz zbliżania się na odległość przynajmniej stu kilometrów.
Ostatecznie jednak odrzuciłem telefon na fotel pasażera i włączyłem silnik. Jestem dużym chłopcem, muszę sam rozwiązywać swoje problemy.
Wieczorem dzwonił do mnie Hercher, żaląc mi się na temat tego, że Chloe coś przed nim ukrywa. Oh, jeszcze się dziwi, że ma przed nim sekrety? Za nic w świecie nie chciałbym go jako brata, ale jako przyjaciel spisuje się wręcz wybornie.
Jako brat jest istnym koszmarem – gdyby mógł, to trzymałby ją pod kloszem, albo zainstalował w całym domu kamery i podsłuchy wszelkiego rodzaju. Prócz tego wynająłby ochroniarza, który miałby za nią łazić krok w krok, który wiedziałby, co się dzieje.
Jako brat jest istnym koszmarem – gdyby mógł, to trzymałby ją pod kloszem, albo zainstalował w całym domu kamery i podsłuchy wszelkiego rodzaju. Prócz tego wynająłby ochroniarza, który miałby za nią łazić krok w krok, który wiedziałby, co się dzieje.
A nie, wróć. Tak jakby to zrobił...
Pod koniec rozmowy zwrócił się do mnie z prośbą, czy nie mógłbym się czegoś podpytać, dowiedzieć. Żeby nie był w ciemnej dupie, bo martwi się o nią. Nie tylko on. Czy jest świadomy tego, czego ode mnie chciał? Chyba nie, bo gdyby wiedział, że jest coś na rzeczy, to spaliłby mi mieszkanie, a ją wywiózł na drugi koniec świata.
Moja gorsza strona się cieszyła z tego obrotu spraw – jej brat pozwalał mi na nawiązanie z nią kontaktu. Mogłem się do niej zbliżyć nie bojąc się o to, że przy pierwszej lepszej okazji zarobię w mordę od Herchera. Ta dobra zastanawiała się, co ta zmiana da. Przecież i tak jestem tchórzem, więc po chuj mi taka szansa, skoro nic z tym nie zrobię?
Zacząłem możliwie jak najszybciej się dało. Bo przecież po co się cackać, robić podchody, prawda? Tym bardziej, kiedy jest się opętanym przez niesforne uczucia, o których nawet nigdy nie śniłem. Nigdy nie spodziewałem się, że tak oszaleję na punkcie jakiekolwiek dziewczyny, która będzie dla mnie w jakiś tam sposób „realna”...
Kolejny dzień zaczął się jak zwykle. Obudziłem się, wziąłem do ręki telefon i... Kurwa, ten szczyl nadal się bawi w tę dziecinadę.
Henrik Bartsch: Jednak nie, podoba mi się nasza zabawa.
Henrik Bartsch: Aż mam ochotę pójść o krok na przód.
Kiedy odczytałem ostatnie słowo drugiej wiadomości, to aż poczułem kłucie w gardle. Co ja mu takiego zrobiłem? Czemu akurat obrał ją za swój cel? Przecież z Chloe nic mnie nie łączy, to po prostu jest w jedną stronę. Nigdy by nie spojrzała na mnie tak, jak ja na nią. To się nic kupy nie trzyma. Nie ma żadnego sensu...
ja: nawet nie próbuj
Henrik Bartsch: A co mi zrobisz? Poskarżysz się Philippowi? Pamiętaj, kto tu ma większą władzę. 😉
Władzę? Chyba śni. Po prostu tu zna moją gorszą stronę – bądź co bądź, zależy mi na tym, żeby się przyjaźnić z Philippem. Nawet kosztem uczucia do Chloe.
Kiedy tylko zjawiłem się na posesji Hercherów, Philipp zwinął się, zostawiając mi pole do popisu. I na co Ty się piszesz, idioto... To przecież nie ma sensu, moje obecne życie nie ma sensu. Nic, kurwa, nie ma sensu.
Minął tydzień, od kiedy Phil wyskoczył z tą propozycją, a dziś chyba w końcu chciał, żebym się czegoś dowiedział. Przez ostatnie dni – kiedy tylko się widzieliśmy oczywiście – poświęcałem jej więcej uwagi. Mniej dyskretnie obserwowałem jej ruchy, nie musiałem tego teraz aż tak kontrolować, strach, że zobaczy to Phil, zniknął. Przez to czułem, że wpadam coraz bardziej, a słuchanie jej śmiechu stawało się moim uzależnieniem. Nawet jeśli ten dźwięk wydawał mi się bardziej sztuczny niż powinien. Wyobraźnia pracowała na wyższych obrotach, zachwycając się ruchem jej bioder, tymi wszystkimi drobnymi gestami, jakimi wykonywała i których nie była świadoma... Chciałbym, aby obrazy z głowy przeniosły się do realiów. Żeby jej śmiech był prawdziwy, a te oczka wpatrywały się we mnie z miłością. Żeby jej dłonie pewnie, albo zupełnie przeciwnie – nieśmiało, błądziły po moim ciele, czy po prostu były splecione z moimi. Boże, to znów wyszło poza kontrolę.
Raptownie zszedłem na ziemię, musiałem. Przecież stałem na środku salonu Hercherów jak ten debil.
Nawet nie wiedziałem, jak mogę się za to zabrać. I tak miała mnie za idiotę, a gorzej już chyba być nie mogło, co nie? Jakaś granica przecież musi istnieć!
Nawet nie wiedziałem, jak mogę się za to zabrać. I tak miała mnie za idiotę, a gorzej już chyba być nie mogło, co nie? Jakaś granica przecież musi istnieć!
Odetchnąłem ciężej, powolnie kierując się w stronę tarasu, gdzie siedziała. W uszach miała słuchawki, a jej oczy były zamknięte. Ciało delikatnie podrygiwało... Przez dłuższą chwilę się jej przyglądałem, próbując się zebrać na odwagę.
- Chloe! - zawołałem, a ta momentalnie zareagowała. Znów zabrzmiałem jak idiota, ale udało się – nawiązałem z nią kontakt. Zaczynając od tematów błahych, płynnie przeszedłem do tych jeszcze mniej znaczących.
- Co tam słuchasz?
Widziałem, jak jej ciało dziwnie drżało, a głowę przeszyła myśl, co mogło być tego powodem. Może zrobiło się jej głupio, bo słuchaliśmy razem piosenki o miłości? Piosenki, która powodowała, że chciałem ją tu teraz przytulić i powiedzieć, że dla niej pójdę przez ten jebany ogień? No ale jak to ja, Pan Wielce Niewzruszony a także Istota Bez Serca musiałem znów popisać się idiotyzmem, za który niemal od razu „oberwałem”... A potem spadłem z deszczu pod rynnę.
Kiedy jakoś uratowałem sytuację, to przede mną stanął Bartsch. Na mój widok wyszczerzył się z wyższością, a w głowie zaświeciła mi się czerwona lampka obwieszczająca alarm. Liczyłem, że jednak mu się sprzeciwi, ale wszyscy dobrze wiedzą, jak to z tą nadzieją u mnie jest...
I takim sposobem Chloe wyszła z Bartschem, który na nowo zaczynał swoją „grę”.
Widziałem, jak jej ciało dziwnie drżało, a głowę przeszyła myśl, co mogło być tego powodem. Może zrobiło się jej głupio, bo słuchaliśmy razem piosenki o miłości? Piosenki, która powodowała, że chciałem ją tu teraz przytulić i powiedzieć, że dla niej pójdę przez ten jebany ogień? No ale jak to ja, Pan Wielce Niewzruszony a także Istota Bez Serca musiałem znów popisać się idiotyzmem, za który niemal od razu „oberwałem”... A potem spadłem z deszczu pod rynnę.
Kiedy jakoś uratowałem sytuację, to przede mną stanął Bartsch. Na mój widok wyszczerzył się z wyższością, a w głowie zaświeciła mi się czerwona lampka obwieszczająca alarm. Liczyłem, że jednak mu się sprzeciwi, ale wszyscy dobrze wiedzą, jak to z tą nadzieją u mnie jest...
I takim sposobem Chloe wyszła z Bartschem, który na nowo zaczynał swoją „grę”.
wiem, miałam być wczoraj:( aczkolwiek zapomniało mi się, że to poniedziałek, eh.

Co ten Ivi 😏😏
OdpowiedzUsuńCudo ❤❤