Chłopaki zacięcie gawędziły, kiedy kierowaliśmy się do domu. Na dobrą sprawę nie wiem, jaki był temat ich rozmowy, nie skupiałem na niej szczególniej uwagi. Moją głowę nadal zaprzątały słowa Nono w odniesieniu do Chloe. Nie byłem w stanie opisać tej euforii, jaka we mnie była, gdy tylko w myślach słyszałem jego głos, określający ją jako swoją bratową. Na szczęście nikt nie słyszał moich myśli, bo w oczach innych byłbym zaliczany pod grono osób chorych z miłości psychicznie.
Czułem, że to jest to. Że jest to coś, co zdarza się raz w życiu. Takie prawdziwe uczucie, którego nie poczujemy już nigdy więcej. Zastanawiało mnie, czy ona też tak ma, szybko uświadamiając sobie, że ta opcja jest bardzo możliwa, mimo tego, jak to wcześniej było. Przecież niedawno jeszcze wszystko wyglądało zupełnie inaczej – Hercherowa uciekała w ramiona Bartscha, aby zapomnieć... O mnie. O tym, jak nieświadomie ją raniłem, sam chcąc skasować ją ze swojej głowy, myśli... serca... O tym, jak wzajemnie na siebie oddziaływaliśmy, choć nikt nie chciał się do tego przyznać, bo uważało to za coś niestosownego.
Czułem, że to jest to. Że jest to coś, co zdarza się raz w życiu. Takie prawdziwe uczucie, którego nie poczujemy już nigdy więcej. Zastanawiało mnie, czy ona też tak ma, szybko uświadamiając sobie, że ta opcja jest bardzo możliwa, mimo tego, jak to wcześniej było. Przecież niedawno jeszcze wszystko wyglądało zupełnie inaczej – Hercherowa uciekała w ramiona Bartscha, aby zapomnieć... O mnie. O tym, jak nieświadomie ją raniłem, sam chcąc skasować ją ze swojej głowy, myśli... serca... O tym, jak wzajemnie na siebie oddziaływaliśmy, choć nikt nie chciał się do tego przyznać, bo uważało to za coś niestosownego.
Minęło trochę czasu, a nadal brzmi to dla mnie tak niedorzecznie. Nadal nie dowierzam w szczęście, jakie mnie spotkało. Moja Traumfrau wariuje na moim punkcie niemal tak samo, jak ja na jej. Czymże sobie na to zasłużyłem? Przecież byłem okrutny dla kobiet, wykorzystywałem je, poszukując chwilowego zapomnienia. Nie powinienem teraz mieć takiej nagrody.
Robotycznie przekręciłem klucz w drzwiach i wszedłem do środka, zostawiając swoich niezapowiedzianych gości w tyle. Pewnie i tak nie zauważyli, że wystrzeliłem do przodu – tak bardzo się zagadali, jakby nie widzieli się przynajmniej rok. A że czułem pieczenie uszu, musiało to znaczyć, że ich tematem rozmowy byłem ja.
- O mój! Kneza, ale Ty masz czysto! - Nono złapał się za policzki, wzrokiem lustrując korytarz, a później salon. Był w takim stanie, jakby właśnie zobaczył ducha. - Widać, że pojawienie się mojej bratowej w Twoim życiu skutecznie Cię odmieniło. Sam sprzątasz, czy ona to robi?
- Coś Ty, Nono! Kiedy sam tu zajechałem, była zamknięta w domu, także to na pewno jej sprawka. Dobrze wiesz, że Ivan to fleja jakich mało - wywróciłem oczami, słysząc wypowiedź Leitesa. - Do tej pory mam Twoje gacie, które kiedyś zostawiłeś - podszedł do mnie i klepnął w ramię, po czym wyminął i rozwalił się na kanapie.
Dobrze wiedziałem, że blefuje, takie żarciki często padały w naszych rozmowach. Niektóre denerwowały, inne bawiły. Zobaczymy, jak będzie w tym przypadku. Na razie jest spokojnie, bo mam w zanadrzu świetną odpowiedź.
- Bardzo mnie cieszy to, że w końcu zdecydowałeś wpaść i zabrać swoje graty, Mo. Zawalają mi całą sypialnię.
- Co to, to nie! W sypialni walają się teraz inne rzeczy... - udał, że się wzdryga z obrzydzenia, jak nastolatek na słowo „dziewczyna”. Koussou z wrażenia aż gwizdnął, a mnie ogarnęło zażenowanie. Rozmowa gwałtownie zeszła na niebezpieczny tor, bo... no cóż, miał stuprocentową rację. Ale nie mogłem tego po sobie pokazać.
Chciałem się odwrócić i wyjść z mieszkania, albo żeby to oni wyszli; jak dotychczasowe teksty mnie bawiły i sprawiały jakąś tam przyjemność, to teraz trochę przegięli. Cóż, prawda jednak boli. Liczyłem, że moja reakcja nie wyda mnie na starcie.
- Przypomniałem sobie, że muszę jechać do Phila, sorry - burknąłem, zawracając w stronę korytarza. W tle słyszałem ich wycie, a ja byłem coraz bardziej zażenowany sobą i swoim zachowaniem. Powinienem zachować większą powagę, a oni powinni dorosnąć. Zachowywali się tak, jakby nigdy nie mieli bliższej styczności z żadną dziewczyną, co najwyżej sobie zwalali do babek z Playboya albo pornoli. Niby stare byki, ale mentalnie to nadal przedszkolaki.
- Ivan, nie zachowuj się jak dzieciak! Dobrze wiesz, że tylko się droczymy.
- Nono chce Ci powiedzieć, że nie wierzy w to, że w końcu zrobiłeś to, co powinieneś uczynić już jakieś pół roku temu - wyjaśnił Moritz, a ja spojrzałem na nich z pobłażaniem.
- Niech Wam będzie - trochę się rozchmurzyłem. Cóż, cieszyło mnie ich radość związana ze mną, no i nie byłem w stanie się na nich za długo wkurzać. A o tym, że mojej sypialni aż się roiło od rzeczy i ubrań Chloe, już nie musieli widzieć, wiedzieć i być świadomym. - Ale na poważnie muszę wyjść – w samochodzie zostawiłem zakupy.
Opuściłem ich na bardzo długą chwilę, chcąc oczyścić myśli po tym odmóżdżaniu, jakie mi zaserwowali. Gdy schodziłem na dół, sięgnąłem po telefon, aby napisać wiadomość swojej dziewczynie i uprzedzić ją o niezapowiedzianej wizycie.
ja: p o m o c y 😓
Na odpowiedź czekałem jakieś kilka sekund – w tym czasie udało mi się wyjść na parking. Otworzyłem drzwi od strony pasażera i wpakowałem się na fotel, odbierając wiadomość. A po nim drugą. I trzecią.
Traumfrau: Ivi?
Traumfrau: co się dzieje?
Traumfrau: ma to związek z Philem?
ja: nie
ja: mamy gości
Traumfrau: my? 😱
Traumfrau: Knežević, chcesz może się ze mną zamienić i wpaść na wykład z mowy? bo chwilami nie mogę Cię zrozumieć
ja: z chęcią, bo czuję, że przez chłopaków wyląduję w psychiatryku
Tym razem nastała chwila przerwy zapewne spowodowana tym, że przecież jest w szkole i powinna się uczyć, a nie ze mną pisać. Postanowiłem łaskawie zebrać zakupy i do nich wrócić, bo mogli w tym czasie urządzić przegląd mojego, w sumie teraz to chyba naszego?, mieszkania. Bądź co bądź Chloe mieszkała teraz u mnie, nieważne, że było to coś przejściowego. Poza tym „nasze” brzmi o wiele lepiej niż „moje”.
Traumfrau: MORITZ PRZYJECHAŁ? 😍
ja: a wraz z nim Kodjovi.
Traumfrau: dlaczego muszę siedzieć w szkole...
Traumfrau: jeszcze cztery godziny... co ja takiego złego zrobiłam 😭
ja: gdybyś słuchała, co oni gadają, zmieniłabyś zdanie
Traumfrau: a co, znów Cię dissowali? 😏
Pokręciłem z udawanym rozczarowaniem głową – właśnie straciłem swojego ostatniego sojusznika. Zablokowałem ekran i wsadziłem smartfona do kieszeni. Wziąłem do rąk torbę z zakupami, po czym ruszyłem w stronę mieszkania. Niech sobie myśli, że się obraziłem. Ewentualnie mnie przejrzy i będzie wiedziała, że to blef.
Do mieszkania powróciłem po cichu, chcąc wyłapać dźwięki, które tylko dałyby mi dowody na to, że mają zamiar pchać mi się do łóżka (niedosłownie). Nie robili tego w złej mierze, byłem tego świadomy. Powodem ich zachowania jest próba odwdzięczenia się za to, co przechodzili ze mną po tym, jak dotarło do mnie, że wpadłem w jej sidła. Zapowiadają się miłe godziny katorgi, nim przerzucą się na Chloe.
Wślizgnąłem się do środka; nie spotkałem się z żadnych niepożądanym dźwiękiem, oprócz ich gderania. Musieli być grzeczni. W dodatku bardzo zajęci, bo nawet mnie nie zauważyli.
Traumfrau: Bubu, nie obrażaj się 😟 tylko ja mogę Cię dissować
Traumfrau: Philippowi też się oberwie za to, że z Ciebie żartuje 😠 tylko wyjdzie ze szpitala.
ja: jaka obrończyni 😍 dobrze wybrałem
Traumfrau: jak się teraz podlizuje... 🙊 tak mi dobrze, tak mi rób
Traumfrau: a teraz uciekaj zabawiać naszych gości!! później się z nimi policzę
Zaśmiałem się, obwieszczając im swój powrót. Chciałbym zobaczyć, jak bardzo Chloe się z nimi policzy.
Nono był bardzo podekscytowany na myśl o oficjalnym poznaniu Chloe. Moritz albo nic mu o niej nie mówił, albo chciał porównać to, co usłyszał z tym, co zobaczy. Ciekawe tylko, co Leitner mógł mu naopowiadać... No mniejsza, może kiedyś to wyciągnę od niego.
Stałem oparty o maskę swojego samochodu, wyczekując pojawienia się dziewczyny. Ona również cieszyła się na myśl, że pozna Kodjoviego, którego dotychczas „znała” z opowieści Mo czy moich. No i ze zdjęć. Standardowo już uwiesiła się na mnie i przez dłuższą chwilę nie odrywała swoich ust od moich, witając się ze mną w swój nasz ulubiony sposób.
- Wyglądasz na zmęczonego - stwierdziła, kciukiem przejeżdżając po moich wargach. Druga dłoń dotykała policzka tuż pod oczami.
- Też będziesz tak się czuła po tym, jak spędzisz tyle czasu pośród tych dwóch oszołomów.
- Hej, nie mów tak na nich! - wydęła usta w podkówkę. - To, że lubią po Tobie cisnąć, nie znaczy, że są źli.
- Jeszcze się przekonasz - próbowałem brzmieć poważnie, co chyba mi nie wyszło, mając na uwadze pobłażliwe spojrzenie ukochanej.

No w końcu jestem! XD
OdpowiedzUsuńOh! Chłopaki poznają Chloe :D No ciekawie, ciekawie XDD
Mam nadzieje, ze nie dadzą jej w kość XD
Czekam na kolejne :D :*
Halo kurła jestem!
OdpowiedzUsuńMiałaś mnie zajebać a tu dupa 😏
No ale miałam okazje nadrobić 😂
Moje uczucia co do tego znasz 😍
Najlepsiejsze, najcudowniejsze ❤