Minął kolejny dzień z Małą pod jednym dachem, niestety jeden z ostatnich. Wyjście Phila ze szpitala to kwestia dwóch-trzech dni. Nasza bajka się skończy, ukrywanie się ruszy pełną parą... Chyba że znajdę złoty środek i jakoś uda mi się przekonać Phila do siebie, jako pretendenta do jej chłopaka, w co szczerze wątpię – przecież znam go nie od dziś, za dobrze wiem, jaki jest. Prędzej mnie zabije, niż się na to zgodzi.
No ale mniejsza, myślę, że jakoś sobie z tą sytuacją poradzimy.
Wróćmy lepiej do pięknej rzeczywistości. Półleżałem na kanapie w salonie, śledząc lecący w telewizji mecz. Chloe leżała mi na udach, przeglądając Internet. Sporadycznie podejmowaliśmy różne wątki, aczkolwiek nie było to dla mnie szczególnie uciążliwe, wręcz przeciwnie: podobało mi się to. Rozmowa nie była prowadzona na siłę, nadrabiała to bliskość, jakiej oboje przez cały czas doznawaliśmy.
Nie byłem do tego przyzwyczajony, w przeszłości mogłem sobie co najwyżej coś takiego wyobrazić. Oczami wyobraźni mogłem tylko widzieć to, jak spędzam wolny czas z nią właśnie w ten sposób. A to teraz dzieje się naprawdę.
Chloe co jakiś czas podtykała mi swój telefon, pokazując różne obrazki i inne takie. Przy każdej takiej okazji skradała z moich ust buziaka, co było cholernie słodkie.
Mój Boże, ona jest taka cudowna. I potwornie słodka. I moja.
Powoli docierało do mnie, że nie chciałem jej posiąść we właściwym tego słowa znaczeniu. Nie chciałem, aby mi się oddała, chociaż to mogłoby tylko dopełnić tego wszystkiego, co jest między nami. Popędzanie, narzucanie jej swoich dotychczasowych pragnień byłoby nieodpowiednie, myślę, że na to nadejdzie jeszcze właściwa chwila. Na pewno nie teraz, obecnie są ważniejsze aspekty.
Nasze położenie cholernie mnie kręciło, podniecał mnie ten dystans, to, że nie daje mi teraz tego, czego dotychczas oczekiwałem. Bo daje mi więcej – swoją miłość, czyli to, czego poszukuje każdy z nas. Nieświadomie każdy tego potrzebuje – nawet jeśli zapiera się na wszystkie świętości, co znam z autopsji. Chyba robiłem to po to, żeby zagłuszyć w sobie to, że do szczęścia potrzeba mi tylko jej.
Z rozmyślań wyrwał mnie brzęczący telefon. Mój. Dzwonił Kali, właściciel HINZ ✖️ KUNZ. Dokładnie tego miejsca, gdzie Bartsch po raz pierwszy postanowił zamienić swoje słowa w czyny.
- Ivi, kto dzwonił? - spytała Mała, gdy nie odebrałem. Niechętnie obserwowałem telefon, myśląc, co takiego mogło się wydarzyć, że Sun postanowił się do mnie odezwać. Ostatnio jak się widzieliśmy, poruszał kwestię wyjazdu do Hiszpanii. Jak dobrze pamiętam, wtedy jeszcze byłem bardzo chętny. Ale było to zanim ruszył splot wydarzeń z Hercherową.
- Znajomy.
- Dlaczego nie odebrałeś? - właśnie, Ivan. Czemu nie odebrałeś?
- Bo zapatrzyłem się na taką małą cudną osóbkę - Chloe wzniosła oczy ku niebu, kręcąc z politowaniem głową. Przejrzała mnie, widziała, że obserwowałem telefon, nie ją.
- Jak dobrze, że nie poderwałeś mnie na te teksty - zaśmiała się, a to zdanie spowodowało, że mam kolejny temat, aby kiedyś pociągnąć ją za język i głębsze wyznanie. - Chcesz wstać, żeby oddzwonić?
- O nie, Mała. Za wygodnie mi tutaj - wyszczerzyła się, obracając się na brzuch. Podciągnęła się wyżej, opadając głową na moje ramię.
- To super, bo mi także. Nawet nie pozwoliłabym Ci się ruszyć - mówiąc to wygodniej się ułożyła, wtulając głowę w moją szyję. Nie zdążyłem nawet zaprotestować, gdy zacisnęła na niej zęby, jednocześnie zasysając wargi. Mruknąłem gardłowo z odczuwanej przyjemności. Jednak szybko zszedłem na ziemię – co, jeśli zobaczy to Philipp? Co sobie pomyśli?
W międzyczasie telefon znów się rozdźwięczał. Teraz to musiałem już odebrać – nie chciałem wzbudzać podejrzeń.
- Mną się nie przejmuj, kochanie. Śmiało rozmawiaj.
- Dzięki za pozwolenie, słońce - puściłem jej oczko, przesuwając palcem po ekranie telefonu.
~ No nareszcie! Czym Ty zajęty jesteś? Żarcie, czy znów bajerujesz jakąś panienkę? ~ poczułem, jak ciało Hercherowej gwałtownie zastygło, zamarło i inne takie. Kurwa, kurwa, kurwa. Na pewno słyszała.
- Już dawno tego nie robię - warknąłem, przyciszając głośność w czasie połączenia, co z racji dzielącej nas odległości pewnie i tak niewiele dało. - Co tam?
~ Kneza, pamiętasz tę Barcelonę, co Ci o niej wspominałem? ~ tak czułem, że bez powodu nie dzwoni.
- No pamiętam - w sumie to pamiętałem Hiszpanię, ale co będę przeinaczał teraz.
~ Z Videm rezerwuję trzy bilety na za trzy tygodnie. On, Ty, ja i hiszpańskie dziunie. Co Ty na to? ~ zerknąłem na leżącą na mnie Chloe. Ucho miała przytknięte na wysokości mojego serca, palce jeździły po wolnym ramieniu, kreśląc bliżej nieokreślone wzory. Mimo to czułem, że jest coś nie tak, że jest przygnębiona. Jej nastrój wpływał także na mnie. Jak wtedy byłem pierwszy za tym wyjazdem, to teraz byłem swoim kompletnym przeciwieństwem. I to nie tylko pod względem tego wyjazdu. Nawet jeśli miękłem, nie sprawiało mi to żadnego problemu. Teraz czułem się o wiele lepiej.
Stan Chloe spowodowany jest na bank przez te słowa z początku rozmowy telefonicznej, zaognione ostatnią wypowiedzią. Innej opcji nie brałem pod uwagę.
- Czy ja wiem...
~ No weź pizda nie bądź! ~ krzyknął, a w tle zasłyszałem czyjeś protesty. Pewnie Vid także to słyszy...
- Sam jesteś pizda - odparowałem obojętnie. Naprawdę nie byłem za zbytnio pozytywnie na to nastawiony. Szczególnie teraz, gdy jest Chloe. Może brzmiałem jak jakaś trzepnięta pizda, ale taka prawda – od kiedy z nią jestem, od kiedy znalazłem swoją pełnię szczęścia, wszystko stało się nieistotne. Priorytetem była ona, nic więcej nie potrzebowałem.
~ Przemyśl to, stary. Zamawiam i tak trzy. Pamiętaj, aby ósmego czerwca o godzinie dziewiątej być już gotowym, bo przyjadę.
- Jasne - mruknąłem. Kali jest do tego zdolny. I to zrobi. Jakoś będę musiał to odkręcić.
~ To kiedy widzimy się w klubie?
- Szczerze? Nie mam teraz głowy na takie rzeczy - to było prawdą. Najprawdziwszą. Philipp, Mała... Nie mogę ich teraz zostawić, a imprezowanie w Hinzie nie było teraz tym, o czym marzę. Przez Bartscha to miejsce stało się dla mnie mało przyjemne.
~ Zakochałeś się, czy co? ~ rzucił niespodziewanie mój rozmówca, koniecznie oczekując odpowiedzi. O tak.
- Dokładnie tak. I to cholernie bardzo - obwieściłem dumnie, uśmiechając się pod nosem. Powiedziałem komuś z zewnątrz o tym i cholernie mnie to cieszyło. Przez dłuższą chwilę nie słyszałem nic, Kali na pewno był zaskoczony, zszokowany i oniemiały. - Ale teraz wybacz, ale jestem zajęty.
~ Wstydź się, Knežević! Takie sprawy ukrywać przed wujkiem Kalim?! No cóż, nie będę Cię zatrzymywać. Idź do swojej kocicy, tygrysku. Buziaki! ~ zaśmiałem się, kończąc rozmowę.
Ogarniała mnie radość i tak trochę również niedowierzanie: jak ktoś taki jak ja mógł doznawać takiego uczucia jak zakochanie? Jak w ogóle mógł cokolwiek czuć? Przecież jestem człowiekiem bez serca! Przynajmniej tak parę(naście) razy usłyszałem z ust kobiet, które były dla mnie nikim. Kłamały, bo, jak się okazuje, moje serce istnieje i w końcu się znalazło. Znalazło się u niej.
cześć, drogi anonimku! odpowiadając na Twoje pytanie: w blogerskiej historii pisałam dwa fanfiki, gdzie pojawiał się Bastek. są to: Mein neues Leben oraz VGggAP, jednak było to pisane lata świetlne temu i dziś napisałabym to o wiele inaczej, więc nie wiem, czy chciałabyś to czytać xD
marginesem: dziś napisałam epilog tutaj.
marginesem: dziś napisałam epilog tutaj.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz