Jadąc do Frankfurtu próbowałem nie zaprzątać sobie głowy tym wszystkim, zdolność do myślenia próbowałem wszelkim kosztem pozostawić w Norymberdze. Przy mamie musiałem udawać, że naprawdę wszystko ze mną dobrze, że jedyne, co mnie obchodzi to to, czy gram.
W sumie przydała się opcja zawieszenia za piątą kartkę w tym sezonie. Lepiej teraz, niż nie wiem... na przykład w meczu z Regensburgiem? Chciałbym wtedy znów się pokazać, może to dałoby mi przepustkę do wyjścia z poziomu regionalnej. Chciałbym wtedy mieć świetną możliwość, aby zaimponować nie tyle co sobie, a właśnie jej... Na pewno Hercher zabierze ją na ten mecz.
W sumie przydała się opcja zawieszenia za piątą kartkę w tym sezonie. Lepiej teraz, niż nie wiem... na przykład w meczu z Regensburgiem? Chciałbym wtedy znów się pokazać, może to dałoby mi przepustkę do wyjścia z poziomu regionalnej. Chciałbym wtedy mieć świetną możliwość, aby zaimponować nie tyle co sobie, a właśnie jej... Na pewno Hercher zabierze ją na ten mecz.
Ale wracając. Siedziałem w pociągu do Frankfurtu nad Menem, jechałem do rodziców, do mamy, która na powitanie na pewno upichciła coś nieziemskiego, do taty, który w niedzielę pójdzie ze mną na mecz Eintrachtu. Pewnie wpadnę też do Justina, bo dawno się nie widzieliśmy. Wyłączę się od myślenia o niej i o tym wszystkim.
Przynajmniej taki miałem plan.
A jak dobrze wiadomo plan często lubi spalić na panewce. Szczególnie będąc mną, albo mając moje szczęście. A najlepiej i jedno, i drugie.
Siedziałem przy stole, pozostawiony sam sobie, z obiadem porcją przypominającą wyżerkę dla dwóch osób. Niespiesznie jadłem, mama musiała gdzieś tam pojechać, a tata jeszcze nie wrócił z pracy. Powoli przeżuwałem kolejny kęs pieczeni, nie zważając na to, że jako aktywny sportowiec powinienem mieć coś takiego jak dietę i przeglądałem Snapchat. Było paręnaście minut po godzinie czternastej, chłopaki z Dwójki rozegrali kilkanaście minut pierwszej połowy meczu.
Ale nie o tym.
Przeglądałem story innych użytkowników tegoż social media, trafiając na jedno story. Na jej story.
Nie była sama. Na nagranym filmiku widziałem ekipę tego szczyla. Śmiali się, jedli pizzę i pili coś z wysokich szklanek. Jestem święcie przekonany, że było to przynajmniej piwo. Chwilę potem otrzymałem coś bardziej prywatnego. Jednak nie od niej, a od... niego.
Krótkie pokazanie chłopaków, zapychających się tymże przysmakiem, aby na ponad pięć sekund zostawić ją. Pierw uśmiechnęła się uroczo, aby potem pokazać język i rzucić do niego cierpkie „idiota”.
O tak, jest co najmniej idiotą.
O tak, jest co najmniej idiotą.
W sumie ten widok wywołał u mnie samego grymas dziwnej, niewytłumaczalnej euforii. Sam zachowywałem się jak ten idiota, pozwalając komukolwiek (w dodatku nieświadomie) sobą manipulować. Pozwoliłem sobie na to, żebym reagował na nią aż tak emocjonalnie. Mógłbym się wyleczyć? Albo mogłoby to wszystko w końcu się skończyć?
Nie chciałem wyjść na jakiegoś desperata, dlatego odłożyłem telefon i próbowałem wrócić do przerwanej konsumpcji, niestety na marne. W głowie widziałem ją, jej uśmiech... Oddałbym naprawdę sporo, żeby móc być tak blisko niej jak on. Równie dużo dałbym, żeby ten grymas był szczery.
Miałem o niej nie myśleć, co nie? Chyba mój mózg jednak nie był w stanie rozstać się z nią...
A nie, wróć.
Radził sobie z blokowaniem myśli o niej, dopóki Bartsch nie wysłał tego pieprzonego snapa.
A nie, wróć.
Radził sobie z blokowaniem myśli o niej, dopóki Bartsch nie wysłał tego pieprzonego snapa.
Kiedy zjadłem, próbując sprawiać wrażenie synka idealnego, grzecznie po sobie posprzątałem – zebrałem używane przez siebie naczynia i wrzuciłem je do zmywarki, oraz wsunąłem po sobie krzesło i sprzątnąłem ze stołu. Potem wyszedłem z domu i na pieszo postanowiłem przejść się do kumpla, który zapewne siedział z Siną i się migdalił, albo coś w tym stylu. Wyciągnąłem z kieszeni słuchawki, które wsadziłem sobie do uszu i podłączyłem do telefonu. Wszedłem na Soundcloud i zerknąłem, co kto udostępniał, poszukując jakiejkolwiek inspiracji, aby wypełnić swoją playlistę. Ostatecznie padło na jakąś bliżej nieokreśloną składankę utworów, które słyszałem pierwszy raz w życiu. Próbowałem skupić się na brzmieniu melodii, ale na dobrą sprawę mi to nie szło – docierał do mnie tylko i wyłącznie tekst. W głowie równocześnie swobodnie krążyły mi myśli związane z siostrą Phila. Jeszcze większe schody zaczęły się przy jednej z piosenek... Oczywiście, że z jej repostu... Zmieniłem ustawienia, aby leciała mi tylko i wyłącznie ona.
Żadnej miłości, żadnej miłości, o nie
Żadnej miłości, żadnej miłości, o nie
Żadnej miłości, żadnej miłości, o nie
Żadnej miłości, moja miłość, o nie
Moja miłość, moja miłość, o nie
Nie ma miłości, żadnej miłości, o nie
Żadnej miłości, żadnej miłości, o nie
Żadnej miłości*
Żadnej miłości, żadnej miłości, o nie
Żadnej miłości, żadnej miłości, o nie
Żadnej miłości, żadnej miłości, o nie
Żadnej miłości, moja miłość, o nie
Moja miłość, moja miłość, o nie
Nie ma miłości, żadnej miłości, o nie
Żadnej miłości, żadnej miłości, o nie
Żadnej miłości*
Tak mi minęła droga. Wchodząc na klatkę, w której znajdowało się mieszkanie Niemca, już nuciłem jej refren. Świetnie. Przecież to ja byłem łamaczem serc, to ja nie mam miłości! A teraz co to miało być? Ulegałem uczuciu... do dzieciaka?
Kurwa.
Jak dobrze, że nikt tego nie słyszał. Nigdy nie patrzyłem na nią przez pryzmat wieku, przysięgam. Gdybym jej nie znał, nie stwierdziłbym, że stoi u progu tego piekła, jakim jest dorosłe życie. Wyglądała bardzo poważnie, jak na swój wiek... Chociaż ciężko było ją zaliczyć do grona poważnych osób. W moim przypadku również tak było – niektórzy moi równolatkowie pozakładali już rodziny, a ja... No właśnie.
Jak dobrze, że nikt tego nie słyszał. Nigdy nie patrzyłem na nią przez pryzmat wieku, przysięgam. Gdybym jej nie znał, nie stwierdziłbym, że stoi u progu tego piekła, jakim jest dorosłe życie. Wyglądała bardzo poważnie, jak na swój wiek... Chociaż ciężko było ją zaliczyć do grona poważnych osób. W moim przypadku również tak było – niektórzy moi równolatkowie pozakładali już rodziny, a ja... No właśnie.
Oczywiście Justin ucieszył się z niezapowiedzianej wizyty. Jego dziewczyna już trochę mniej, bo wiedziała, czym to się skończy. Też wiedziałem i ta myśl jakoś mnie podnosiła na duchu. Może uda mi się w ten sposób wyłączyć myślenie.
Chwilę u niego posiedziałem, omówiliśmy wszystkie ważne kwestie dotyczące dzisiejszego wieczora. Potem wróciłem do rodzicielki, która na dzień dobry znów zlustrowała mnie swoim rentgenowskim spojrzeniem, doszukując się sam nie wiem czego.
- Lara mi mówiła, że coś się u Ciebie dzieje... - zaczęła Maria, nieprzerwanie się na mnie patrząc. Machnąłem ręką, mając nadzieję, że ten gest w jakiś sposób ją uspokoi. Na marne.
- Naoglądała się seriali i snuje jakieś wymyślne teorie - mruknąłem kierując się w stronę salonu, udając obojętnego. A raczej próbując być obojętnym. Jak to robiłem, że przy niej jeszcze sobie radziłem?
- Ivan... Widzę, że jest coś nie tak - kobieta nie dawała za wygraną. - Nie wiem, nie umiem dojść do Ciebie tak jak kiedyś. Zmieniłeś się...
Odetchnąłem ciężej, zatrzymując się w pół kroku. Niewiele potem czułem na plecach jej ciepłą dłoń. Boże, co miałem jej powiedzieć? Okłamać, czy może poszukać jakiejś wymijającej odpowiedzi?
- Lara zaczęła myśleć, że może się zakochałeś, czy coś w ten deseń - kontynuowała. - Nie brałam tego na poważnie, bo przecież mówiłeś, że chcesz skorzystać z życia...
- Mówiłem tak rok temu - burknąłem. Pół roku później pojawiła się ona i mój misterny plan szlag trafił. Chociaż nie. Przez nią chciałem szaleć jeszcze bardziej, liczyłem, że to jedyne słuszne wyjście, że tak uda mi się o niej zapomnieć... Myliłem się. Potwornie. Po części przez to sam sobie sprzątnąłem szansę sprzed nosa, taka prawda.
- Ma rację? Ivan, spójrz na mnie, do anieli - mama była już zdenerwowana. Super, jeszcze tego brakowało, żeby ta kobieta, która jest w stanie uchylić mi niebios, denerwowała się przez nieodpowiednie zachowanie jej zadurzonego synalka. Jak ona to robiła, że lepiej ukrywała swoje uczucia?
- Może ma, może nie - wzruszyłem ramionami, odwracając się do rodzicielki przodem.
- Kiedyś rozmawialiśmy o wszystkim - zauważyła.
- Kiedyś wszystko było łatwiejsze, wiesz? - westchnęła ciężko, spoglądając na mnie ze smutkiem. Miałem rację, kiedyś było łatwiej. Kiedyś nie przejmowałem się tym, co myśleli o mnie inni, skupiałem się na piłce. Kiedy pojawiła się ona, to tak jakby wszystko stało się zupełnie inne. Zbyt bardzo się zadręczałem, zbyt bardzo się nad sobą rozczulałem, zbyt bardzo pozwoliłem zawładnąć przeszkadzającym we wszystkim uczuciom. Przestałem być sobą.
- Powiedz mi, co mogę zrobić.
- Nie wiem, mamo. Po prostu powiedz, że mi się uda.
- Ale co? - zmarszczyła brwi, a ja blado się uśmiechnąłem. Moje priorytety ograniczały się do jednej osoby.
- Cokolwiek - odpowiedziałem, mając jednak w tyle głowy myśl: „żeby udało mi się z Chloe”.
*ogólnie to rekomenduję Wam tego pana, którego piosenkę przytoczyłam, a posłuchać go można t u t a j. kocham jego głos i uwielbiam jego brata, bo jest mega utalentowany i very 🔥🔥🔥
wiem, jestem w piąteczek, w dodatku wieczorem, ale nie wiem, czytałam sobie ten i parę kolejnych rozdziałów i muszę je poprawić, bo serce mi krwawi. także jestem dziś, później będę gdzieś w tygodniu. raczej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz