- No mój Boże! - ryknął Hercher, uderzając pięścią o siedzisko kanapy, na której ze mną siedział. Nie myślałem, że po takim czasie od powrotu będzie miał tyle siły. Chloe ciężko odetchnęła, kładąc na stoliku kanapki z pomidorem i jajkiem oraz herbaty dla naszej trójki. - Żyję! Mam zdrowe ręce i nogi, u m i e m sam zatroszczyć się o siebie! Nie potrzebuję niańki!
Zacząłem się śmiać, przez co zostałem spiorunowany spojrzeniem obojga Hercherów. Oczywiście ta cała akcja to taki drobny fortel ze strony Chloe i mojej – specjalnie tak skakaliśmy wokół niego, aby powiedział dokładnie to, co właśnie padło z jego ust.
Przynajmniej ja tak robiłem, wiedziałem, że nie znosił takiego skakania wkoło niego. Chloe również nie znosiła tej nadopiekuńczości z jego strony, dlatego bez zawahania zgodziła się na mój mały plan, w jaki sposób zdobyć trochę czasu dla siebie.
Moja dziewczyna była jakby w kropce: z jednej strony stała za nią rzeczywista troska o swojego brata, który trzy dni temu wrócił do szpitala po blisko trzech tygodniach pobytu w nim. Z drugiej odczuwała to samo, co ja: brak swojego kochania. Przez ten czas, gdy był w śpiączce spędzaliśmy razem każdą, dosłownie każdą chwilę. Jak teraz się od tego tak nagle odzwyczaić?
- Okej, czyli teraz mam Cię zostawić od tak i najlepiej iść na jakąś imprezę? Mam może nie wrócić do domu przez kilka dni? - skrzyżowała dłonie na wysokości piersi, swój zdenerwowany wzrok przenosząc na brata. Czyli ten pojedynczy piorun był prawdziwy w dwustu procentach. Auć?
- A robiłaś to przez ten czas, jak byłem w szpitalu?
- Oczywiście, że nie - ciężko było mi zapanować nad chytrym uśmieszkiem. Była o wiele bardziej zajęta, Philipp. O wiele bardziej. - Bo się o Ciebie bałam, matole.
- Wiesz, że jesteś głupia? - to powstrzymywanie śmiechu skończyło się tym, że głośno chrumknąłem jak mały, uroczy prosiaczek. Po chwili oberwałem od niej poduszką.
- No słyszałam o tym parę razy ostatnio - moje ego raptownie zaprotestowało, bo ta wypowiedź wiała na kilometr aluzją do mnie. Spowodowane było to tym, że chłopaki w czasie swojej ostatniej wizyty przynajmniej piętnaście razy powiedzieli, że Chloe jest głupia, bo postanowiła wybrać sobie takiego debila jak ja.
- Popatrz - wstał i pewnie przeszedł się przez cały salon i z powrotem, po czym usiadł. Opadł potem plecami na oparcie kanapy, pewnie się uśmiechając. Albo świetnie grał, albo faktycznie wracał do sił. - Chloe, proszę Cię, pomyśl wreszcie o sobie. Ja się kimnę, albo zadzwonię do Rolanda, bo dawno go nie widziałem. Ewentualnie Ivan dotrzyma mi towarzystwa i sprawa będzie załatwiona.
- Oczywiście - wziąłem ten scenariusz pod uwagę i Chloe faktycznie ma się zobaczyć z przyjaciółką, a ja mam ją później od niej odebrać, aby mieć ją dla siebie na calutką noc. Ten plan nie mógł rypnąć, był za idealnie dopracowany. Cóż, wiadomo, kto go tworzył (żeby nie było, to sprawka Chloe).
- Kim jesteś i co zrobiłeś z moim bratem? - oh, Chloe była świetną aktorką, o wiele lepszą niż ja. Może właśnie dlatego przez bardzo długi czas miałem trudności z okryciem tego, że już dawno coś do mnie czuła? Mniejsza, dla mnie liczy się tylko i wyłącznie to, że w końcu jest dobrze. Nawet jeśli wiąże się to z tym, że musimy się ukrywać.
- Przez tę śpiączkę w głowie mu się poprzestawiało - rzuciłem zaczepnie, na co oberwałem w mostek od Herchera. - Polecam się, młody.
- Idź, póki zdania nie zmienię! - odpowiedział ze śmiechem, pokazując jej język. Ta szybko cmoknęła go w czubek głowy i popędziła na górę, spakować „najpotrzebniejsze rzeczy”, chociaż u mnie miała trochę swoich ubrań. Czystym przypadkiem zostały u mnie. Zrządzenie losu sprawiło, że znalazłem je później w swojej szafie, świeże, czyste i, co najważniejsze, przesiąknięte nią do ostatniej nitki.
- Wiesz, że moje obecne samopoczucie to głównie jej zasługa? Jest teraz taka szczęśliwa... - rozmarzył się Hercher, szeroko się uśmiechając. - Naprawdę mnie to cieszy. Nie wiem, co się z nią stało – przecież sam mówiłeś, że była bardzo grzeczna - czy ja wiem, czy taka grzeczna... No ale niech Ci będzie.
- To na pewno dlatego, że wróciłeś - próbowałem wyprowadzić go z dobrego szlaku myślenia, chociaż jego powrót też miał duży wpływ na nią. Jednak ma rację – to dzięki mnie teraz wygląda tak, jakby non stop unosiła się nad ziemią. Ja również zresztą zachowywałem się podobnie, ale chyba tego po mnie aż tak nie widział. Albo może zawsze sprawiałem takie pozory? Kto wie.
- Uznajmy, że tak jest w rzeczywistości.
Miałem nieodłączne wrażenie, że on powoli zaczyna się czegoś domyślać. Ma czego? Przecież przy nim staramy się jak najmniej na siebie patrzeć, mało się odzywać... Nie jest to dla mnie przyjemne, dla niej również, ale musimy dawać radę. Przynajmniej teraz. Później zbiorę się do kupy i przekażę mu dobrą wiadomość. Ale to jeszcze nie teraz.
Niedługo potem zeszła Chloe, niosąc na ramieniu plecak. W sumie zamiast zeszła powinno być „sfrunęła”, bo to o wiele bardziej do niej pasowało. Znów podeszła do Philippa, ucałowała jego oba policzki, po czym stanęła przede mną.
- Pilnuj go, ma zjeść co do ostatniej kanapki i pójść wcześnie spać - pogroziła mi palcem. A co by było, gdybym tego nie dopilnował? - Dobranoc!
Zero czułości kierowanej do mnie, w tym momencie traktowała mnie tylko jako przyjaciela swojego brata. Chciałbym umieć tak samo trzymać emocje na wodzy, ta sztuka bardzo by mi się przydała.
Chwilę później słyszeliśmy dźwięk zamykanych za nią drzwi.
- Niech ona sobie znajdzie chłopa, bo nie wytrzymię z nią, naprawdę - Philipp donośnie westchnął, odchylając głowę. - Jak ją kocham, to nie wyobrażam sobie, żeby skakała wokół mnie przez najbliższe tygodnie.
Chłopa ona to już ma, tym się nie musisz zamartwiać. Są ważniejsze sprawy do zawracania sobie głowy.
- Martwi się, musisz to zrozumieć.
- Ale to nie znaczy, że musi się tak zachowywać.
- Zawsze Ty się nią opiekowałeś, chwilami byłeś gorszy od niej - przez chwilę przeszywał mnie jego morderczy wzrok. Oj, ta prawda to w oczy jednak kole, co nie? - Teraz czas na zmianę.
- Naprawdę byłem taki upierdliwy? - energicznie potwierdziłem. Byłeś nawet gorszy. - Dlaczego wcześniej mi się za to nie oberwało?
Puściłem te słowa mimo uszu. Nie powinien tego powiedzieć, bo nie zasłużył sobie na kilkanaście dni wyjętych z życia tylko po to, aby przejrzeć na oczy, że chwilami przesadzał. Aczkolwiek najwyraźniej musiało się to wydarzyć.
Gdy rozmowa ucichła, wstał i zgarnął ze stolika talerz z jedzeniem przygotowanym przez swoją siostrę, po czym wrócił na swoje miejsce i zabrał się za pałaszowanie. Zgodnie z planem miałem jeszcze blisko dwie godziny sam na sam z kumplem. Minęły one zastraszająco szybko – gdy Hercher zaspokoił głód, graliśmy na konsoli. W międzyczasie zdarzyło mu się jeszcze podpytać o takie ogólniki typu, co się działo w „naszym świecie”, gdy spał. Nim wyszedłem, przyjechał Roland, z którym relacje powracały na poprzednie tory. Chyba niewytłumaczalna złość na mnie mu przeszła.

Jakie cudeńko 😍😍😍
OdpowiedzUsuń