Ze snu wybudził mnie dotyk jej ciepłych warg na twarzy, oraz jej przeciągły szept, składający się na te wszystkie „mdłe” określenia, które o dziwo nie wywoływały takiej reakcji. Oh, czy ja proszę o zbyt wiele, chcąc takiej pobudki już po sam kres mej egzystencji?
- Kochaanieee - kolejny słodki całus na policzku. I następny... Po nastym odpuściła, chyba domyśliła się, że już się obudziłem. Po tym poczułem jej wzrok na sobie. Założę się, że się cwaniacko uśmiechała, bo nie udało mi się jej przechytrzyć.
Jęknąłem donośnie, okazując swoje niezadowolenie z obecnej sytuacji. Chloe, ja się jeszcze nie wybudziłem, ja nadal śpię!
- Wstawaj, leniwa klucho! Ile można spać?!
Siliła się na stanowczy ton nieznoszący niesubordynacji, ale za zbytnio jej to nie wychodziło. Taki ktoś jak ona nie pasował mi do takiej roli, naprawdę. Była zbyt słodka, zbyt kochana, urocza i miła, aby być wredną tak na poważnie. Nawet dla zabawy nie umiałem jej sobie takiej wyobrazić.
- Wracaj tu - warknąłem, w odpowiedzi słysząc jej śmiech. Była blisko. Bardzo, bardzo blisko. Jeden szybki ruch i...
Pochwyciłem ją w pasie, przyciskając do swojego boku. Jej śmiech przybrał na sile, a dłonie starały się odepchnąć ją ode mnie. Gdy to się nie udawało, próbowała mnie pobić, lekko popukując w ramię. Dobrze wiedziałem, że się droczy.
- Ale ja jestem kompletnie poważna! Jest już prawie dziesiąta!
- Jak taka jedna niewyżyta dama nie daje mi spać w nocy, to co mam poradzić? - udałem cierpiętnika. - Muszę się wyspać!
- Co za zła bestia z niej! Niech ja ją tylko spotkam... - pokręciła głową. Okazując mi swoje „współczucie” poczochrała mi włosy.
Rzecz jasna nie udało mi się jej posiąść, oczywiście we właściwym tego słowa znaczeniu. Nie zrobiłem niczego, co mogłoby źle podziałać na naszą relację. Ale daje mi popalić i to naprawdę! A ja nigdy bym nie pomyślał, że samo całowanie, czy przytulanie się może aż tak działać na człowieka...
Takie coś pokazywało mi, że jest moja; udowadniała mi to każda komórka jej cudownego ciała, którego część dała mi już poznać. Jednak w porównaniu do „doświadczenia”, jakie zebrałem, było to nic. Aczkolwiek w przypadku Chloe odczuwałem satysfakcję nawet z tych skrawków, jakie mi pokazała. Smakowała ona o wiele lepiej niż śmiało rozbierające się panienki.
Widziałem jak łaknęła mojego dotyku, czy po prostu świadomości, że jestem tuż obok. Uwielbiałem czuć pod palcami, jak jej ciało drży, jak szuka moich dłoni... Ta inność mnie nakręcała.
Kiedyś wyśmiałbym kogoś, kto powiedziałby mi, że stanę się wyczulony na kogoś, tak jak teraz jestem wyczulony na Chloe. Jak mnie skręca, gdy nie ma jej w zasięgu mojego wzroku. Jak cholernie jej potrzebuję, aby normalnie funkcjonować. Dziś już nie potrafię sobie wyobrazić, że nie ma jej tuż przy mnie.
Obecnie leżała na boku, z twarzą zwróconą w moją stronę. Opuszki jej palców subtelnie dotykały mojego policzka, słodko się przy tym uśmiechała. Zerknąłem prosto w jej oczy – wcale nie musiała mi mówić, że mnie kocha, jej spojrzenie skutecznie to pokazywało. Na nikogo, nawet na Phila, nie patrzyła się tak, jak na mnie.
Byłem potwornym szczęściarzem. Jestem okropnym szczęściarzem, że odwzajemnia moje uczucie. I będę nim do końca życia, jeśli tylko tego nie spierdolę.
Nawet nie wyobraża sobie tego, jak bardzo ją kocham. Jak bardzo chcę dla niej dobrze, nawet kosztem siebie. Wybudzanie Philippa idzie coraz lepiej, prawdopodobnie już dziś do nas wróci. Nie miałem żadnego sensownego planu, co zrobić, aby było dobrze dla nas wszystkich. Gdy tylko Hercher się o nas dowie, zamorduje mnie z zimną krwią, bez mrugnięcia okiem. A nie chcę się ukrywać. Chcę, aby każdy mógł widzieć moje szczęście, aby każdy samiec przechodzący obok nas widział, że Chloe jest tylko moja. Ale, niestety, jest to praktycznie niemożliwe do realizacji.
Kocham ją i chcę dla niej jak najlepiej. Nie wybaczyłbym sobie tego, gdyby z mojego powodu pokłóciła się z bratem, albo – co gorsze – gdyby stało się coś złego. Muszę jak najszybciej rozwiązać tę sprawę, tylko jeszcze nie wiem, jak.
Widok przytomnego Herchera cieszył, bardzo cieszył. Niesiony do sali jej euforią byłem gotowy powiedzieć wszystko. Lecz gdy tylko weszliśmy do środka... Stchórzyłem. Chwilowego kopa dał mi „żarcik” Phila, ale jego kolejne słowa momentalnie przegoniły moją odwagę.
Dlatego teraz siedziałem bezruchu na środku kanapy w mieszkaniu. Chloe krążyła po wszystkich pomieszczeniach, nierzadko zjawiając się w pobliżu mnie. Patrzyła się na mnie wówczas swoim „specjalnym” spojrzeniem. Tym razem było ono pełne smutku i... rozczarowania. To tak cholernie bolało. Zawiodłem ją tym, że nie postawiłem sprawy jasno. Bo, no kurwa, jestem tchórzem.
Musiałem dokonać wyboru za nas oboje. Tego najgorszego, który nawet nie chciał przejść mi przez gardło. To ona okazała się tą „z jajami”, zadając to pytanie.
- Jak to teraz będzie? - długo nie byłem w stanie na nie odpowiedzieć. Nie byłem w stanie znaleźć odpowiednich słów. A gdy w końcu mi się to udało... Ból panujący we mnie był nie do opisania. A ona? Co miała powiedzieć?
- Chloe... - kucnąłem przed nią, zamykając jej kruche dłonie w swoich. Widziałem jak szklą się jej oczy, jak bardzo pragnęła, abym na nią spojrzał i nie powiedział tego, co chcę powiedzieć. - Kiedyś przyjdzie taki dzień. Dzień, w którym znajdziesz kogoś lepszego niż ja. Kogoś, który dla Ciebie zrobi jeszcze więcej niż ja - mówiłem coraz ciszej i ciszej... Każda głoska coraz bardziej przytłaczała. Nie dawałem rady. - Będzie kimś lepszym ode mnie...
- Ale nie chcę innego... - mimowolnie się uśmiechnąłem. Kilka miesięcy wstecz marzyłem o tym, aby mi to kiedykolwiek powiedziała, a teraz?
- Kogoś, kto oszaleje na Twoim punkcie bardziej niż ja - cmoknąłem jej dłonie, czując nieprzyjemną gulę w gardle. Jeszcze tego brakowało... - Kogoś, kto załata dziurę po mnie.
Cierpiała, moje słowa i działania raniły ją i to bardzo. Chciałem wziąć ją w swoje ramiona i cofnąć te wszystkie sztylety. Ale nie potrafiłem. Phil znienawidzi mnie za to, że ją kocham.
Schwyciła moją twarz w swoje roztrzęsione dłonie. Płakała i nawet nie próbowała tego powstrzymać. Chciała tym wymusić na mnie odwołanie swoich słów. Ale nie mogłem tego zrobić, to jedyne wyjście, innego scenariusza nie widzę. Nasza bajka się skończyła, choć żadne z nas tego nie chciało.
- Chcę tylko Ciebie, rozumiesz? Tylko. Żadnego innego... - jej głos silił się na stanowcze brzmienie, ale w obecnym stanie było to coś niewykonalnego. Nie tylko dla mnie ta relacja to coś ogromnego. Nie tylko dla mnie...
- Nigdy na Ciebie nie zasługiwałem. Nadal nie zasługuję - nie mogłem już dłużej, musiałem ją pocałować. Musiałem choć przez chwilę poczuć dotyk jej delikatnych ust. Ust należących do mnie. Łzy ciurkiem płynęły po jej policzkach. Przez te łzy serce łamało mi się na kawałki... - Nie powinienem nawet o Tobie myśleć, a co dopiero móc określać Cię moją.
- Zgłupiałeś do reszty, wiesz? - wiem. Gładziłem jej policzki, ocierając je z nadmiaru słonych kropelek.
- Może i tak jest... Ale też się boję.
- Czego?
- Że przez swoją głupotę pewnego dnia Cię stracę - szepnąłem z bólem, zgodnie z sercem. - A wraz z tą stratą odejdzie wszystko.
Odetchnąłem ciężej. Nie mogłem dłużej tego trzymać w sobie. Mówiła mi tyle rzeczy, teraz czas na szczerość z mojej strony. Czas, żeby usłyszała choć trochę tych obaw, które we mnie siedzą.
Obserwowała mnie, nieprzerwanie dotykając moich wilgotnych policzków. Sam pękłem, zrobiłem coś, o co mało kto by mnie podejrzewał. Zasługiwała na to, żebym przy niej był sobą.
- Dobrze wiesz, jaki jestem... a raczej byłem. Nie widziałaś, jak zmieniłem się przez te dni i tygodnie, w trakcie których zbliżaliśmy się do siebie?
- Widziałam. I widzę - pogładziłem ją po policzkach, lekko się uśmiechając. Cieszyło mnie, że zauważyła tę zmianę.
- Przy Tobie wszystko jest zupełnie inne. Przychodzi o wiele łatwiej i lepiej. Jednakże Philipp... Tylko on jest tu „problemem” - naprędce nakreśliłem cudzysłów przy ostatnim słowie. Tak naprawdę problemem jest jego podejście do tej sprawy. - Traktuję go jak brata i wiem, jakie ma zdanie o chłopakach swojej małej siostrzyczki.
- Zna Ciebie najlepiej.
- I tu właśnie pies pogrzebany. Wie o każdym moim wyskoku - byłbym najszczęśliwszym, gdyby o tym nie pamiętał. Niestety życie nie jest takie, jakie byśmy chcieli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz