Czułem się pewniej, gdy wiedziałem, że jest blisko mnie, dzięki czemu mogłem w miarę spokojnie udać się na trening. Jednak nadal nie miałem stuprocentowej pewności, czy Bartsch nie zawita do bazy. Wiedziałem, że jest w mieście. I że nadal nie da jej, mi, nam spokoju. Ten szczyl jest zdolny do wszystkiego.
Słusznie też przewidziałem, że w szatni się zakotłuje, gdy tylko chłopacy zobaczą mnie z widocznymi śladami bójki. Wiedziałem, a i tak to wkurwiało. Znaczy denerwowało. I to niesamowicie.
- Kneza, mówiłem Ci przecież, że chodzenie na imprezy w tygodniu to coś złego!
- Kto już Ci w klubie nadepnął na odcisk?
- Aż taką pizdą jesteś, że dałeś się obić?
To tylko nieliczne z komentarzy chłopaków, które zapamiętale ignorowałem. Znaczy się próbowałem ignorować, bo wyłączenie ich było czymś niemożliwym. Chwilami są gorsi niż dzieci i właśnie teraz nadeszła ta chwila.
Opuściłem szatnię jak najszybciej się dało. Żegnali mnie kolejną porcją idiotycznych tekstów, które były tylko i wyłącznie początkiem. Na boisku też próbowali swoich możliwości w docinaniu, jednak wówczas miałem jeszcze większą motywację do tego, aby nie zwracać na nich uwagę.
Pośród niewielkiej grupki ludzi obserwujących nasz trening stała ona.
Bezpieczna.
Dzięki temu mogłem w spokoju skupić się na treningu, który o dziwo minął w miarę szybko. W sumie to dobrze, miałem więcej czasu dla niej. Szczególnie w tym dniu.
Po treningu pojechaliśmy na chwilę do Philippa, po czym odstawiłem ją do domu. Zachowywałem się trochę dziwnie, ale to z rosnącego we mnie zdenerwowania – musiałem, i chciałem, nadrobić swoje zachowanie z nocy, gdy nie byłem w stanie stworzyć czegoś bardziej rzeczowego niż „Wszystkiego najlepszego”. Nie wiem, jak mogę określać naszą relację, ale chcę, aby zapomniała o tym wszystkim, co robiłem w przeszłości. A robiłem przecież naprawdę wiele... I to niekoniecznie przyjemne rzeczy. Musiałem jakoś to wymazać, szczególnie teraz, gdy los dał mi szansę. Szansę, której nie mogę zmarnować.
Nie wiedziałem, co się ze mną działo. Zależało mi na niej tak bardzo, że robiłem rzeczy, o które nigdy bym siebie nie posądzał. Do czego to doszło?
Dziwnie mi się przyglądała, gdy jej tłumaczyłem, że muszę załatwić jedną sprawę w klubie i może to trochę potrwać. Miałem wrażenie, ze mi nie wierzyła, ale nie dziwiłem się jej – sam bym sobie nie wierzył.
Na dobrą sprawę nie miałem żadnego konkretnego planu, co zrobić, co kupić. Nic. Kompletne zero. Ale, jak to się mówi, na spontanie wszystko wychodzi najlepiej.
Najpierw pojechałem do jubilera. Rozglądałem się nerwowo po gablotkach ozdobionych masą zawieszek, wisiorków, bransoletek i innych podobnych pierdół, drapiąc się po głowie. Nie wiedziałem, co może się jej spodobać.
- W czymś panu pomóc? - spytała kobieta stojąca po drugiej stronie. Niepewnie podniosłem wzrok, spoglądając na nią. Nerwowo skinąłem głową na zatwierdzenie, a ona uśmiechnęła się pokrzepiająco. - Czego pan szuka?
- Czegoś dla wyjątkowej dziewczyny. Coś subtelnego, delikatnego... - tak, to chyba oddawało to, jaka ona tak naprawdę jest. Krucha... I to nie tylko zewnętrznie. Delikatna, co mogłem nawet poczuć.
Ekspedientka przez chwilę lustrowała wzrokiem znajdujące się pomiędzy nami szafki, poszukując czegoś, co będzie pasowało. Nie znałem się na tym, dlatego postanowiłem zaufać sprzedawczyni. Oby mi pomogła.
Po chwilowych poszukiwaniach trzymała w dłoniach cienki złoty łańcuszek, z niewielką zawieszką w kształcie serduszka, który podsunęła bliżej mnie. Oczami wyobraźni widziałem już biżuterię na jej szyi. Pasował tam idealnie. Tu też musiał.
- Idealny - uśmiechnęła się triumfalnie. - Biorę.
Po jubilerze była kwiaciarnia. Poprosiłem tam o możliwie najpiękniejsze kwiaty. Ciekawe dlaczego akurat takie? Ostatnim punktem na mojej nieistniejącej liście była cukiernia. Cóż to za urodziny bez tortu?!
Przy okazji kupiłem też świeczki, lepiej być przygotowanym, niż nie. I wróciłem do niej. Potwornie się stęskniłem.
Balast, jaki ze sobą miałem, trochę mi utrudniał otwarcie drzwi, a także przemieszczanie się, aczkolwiek udało mi się dostać do środka. Chloe nie było w salonie, co tylko ułatwiało mi sprawę.
Odłożyłem ciasto na stół i wetknąłem w nie świeczki. Do rąk wziąłem kwiaty, a do kieszeni spodni schowałem ozdobne pudełko, w którym ukryty był podarek, po czym prędkim krokiem ruszyłem na górę.
Cicho otworzyłem drzwi od jej pokoju, na powitanie słysząc jej pisk. Cóż, wolałbym, aby takie dźwięki padały przy innej okazji... Uśmiechnąłem się cwaniacko do siebie, opuszczając kwiaty, które trochę mnie zasłaniały.
- Ivan, przestraszyłeś mnie... - szepnęła, podchodząc bliżej mnie. Objąłem ją jedną z rąk, aby nie przedłużać.
- W nocy trochę się nie popisałem, dlatego teraz...
- Nie musiałeś, mówiłam Ci... - nie pozwoliłem jej dokończyć, całując ją. Zarzuciła mi ręce na szyję, palcami masując kark.
Odłożyłem bukiet na szafkę, aby móc swobodnie objąć ją obiema rękami. Delektowałem się jej ustami, po chwili przenosząc pocałunki niżej, bliżej szyi. Puściłem jedną z rąk, aby mieć możliwość sięgnąć po granatowe podłużne pudełko. Druga trzymała ją przy mnie, a usta nieprzerwanie dotykały jej skóry. Odsunąłem się dopiero wtedy, gdy trzymałem już prezent.
Jeszcze raz musnąłem jej wargi, po czym schwyciłem pudełko w obie dłonie.
- Mam coś dla Ciebie.
- Ivan... - ponownie chciała zaprotestować, ale ją zignorowałem.
- Liczę, że Ci się spodoba.
Podniosłem wieczko i spojrzałem na nią wyczekująco. Patrzyliśmy się na siebie przez dłuższą chwilę, dopóki nie skapitulowała i nie przeniosła wzroku niżej, na wisiorek.
- Ivan... Nie mogę.
- Musisz. Odwróć się - chwilę to trwało, nim się odwróciła, ale w końcu przestała zgrywać uparciucha. Odgarnąłem jej włosy z karku, po czym wyciągnąłem wisiorek z pudełka i zawiesiłem go na jej szyi. Przejechałem subtelnie wargami po rozgrzanej skórze, chwytając ją w pasie, aby obrócić ją przodem do mnie. Przyglądała się zawieszce jak oczarowana, delikatnie zaciskając ją w palcach.
To serduszko mieszczące się na naszyjniku miało swoje ukryte znaczenie, które dotarło do mnie dopiero teraz, gdy wpatrywała się we mnie ze łzami w oczach. Zrozumiałem, że tym drobnym gestem pokazałem jej, że... zależy mi na niej. Pogładziłem ją po policzkach, kciukami ocierając pierwsze słone kropelki.
- Jest... Jest cudowna. Idealna... - szeptała nieskładnie, wtulając się we mnie. Jej usta delikatnie przyciskały się do mojej szyi, a dłonie nieprzerwanie zaciskały się na moich ramionach. - Ale nadal uważam, że to za dużo, Ivi.
Jej ciepły oddech przyjemnie muskał skórę.
- Chloe, proszę, nie zaczynaj - szepnąłem, patrząc na nią z pobłażaniem. Zdecydowanie przesadzała.
- Uwierz mi – Ty jesteś moim największym prezentem.
Jej ciepły oddech przyjemnie muskał skórę.
- Chloe, proszę, nie zaczynaj - szepnąłem, patrząc na nią z pobłażaniem. Zdecydowanie przesadzała.
- Uwierz mi – Ty jesteś moim największym prezentem.
Ivi zrobił mi prezent w postaci bramki, to Nika postanowiła sprawić i Wam radochę, dodając szczęśliwy rozdział ❣️

❤❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńOH! ❤❤❤
OdpowiedzUsuńRozdział rzeczywiście uroczy i niesamowicie mnie nim rozpieściłaś :D
W sumie to myślałam że jej się oświadczy, a tu wisiorek... XDD No ale Ivan... No. XD Dobrze, że kwiaty chociaż. XD
Za dużo sobie wyobrażam, wiem. :D
Czekam na kolejny :*